Lidia Jarmoszyna: Fałszerstwo? Nie pamiętam…


Przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej skomentowała oświadczenie byłej deputowanej Wolha Abramowej, która opowiedziała jak sfałszowano wybory w jej okręgu cztery lata temu.

„Nie pamiętam, tej informacji, ale nie sądzę, że była znacząca, skoro została zapomniana” – odpowiedziała Jermoszyna podczas wtorkowej konferencji prasowej

„Rezygnacja za posadę”

Abramowa, opisała na łamach portalu radia Swaboda mechanizm fałszowania wyborów. Ciesząca się dużym poparciem wyborców deputowana, dostała propozycję rezygnacji z udziału w wyborach w zamian za inne stanowisko. Gdy odmówiła rozpoczęły się naciski. Władze obawiały się jej popularności, choć nie była kandydatem opozycji.

Kobieta jednak nie zrezygnowała z kandydowania. Okazało się, że w zaskakujący sposób wybory w jej okręgu wygrał mało znany kandydat, który otrzymał aż 60 proc. głosów.

Dwa protokoły

Po ogłoszeniu wyników do Abramowej zgłosił się jeden z zagranicznych obserwatorów, który wszedł w posiadanie dowodów popełnionego fałszerstwa. Były to dwa różne protokoły, oryginalny oraz sfałszowany, wysłany do okręgowej komisji wyborczej. Oba te dokumenty zostały przekazane Lidii Jarmoszynie.

Nieprawidłowości tylko w jednym lokalu

Jarmoszyna podkreśliła, że niezgodność protokołów, o której wypowiedziała się była posłanka, miała miejsce tylko w jednym z lokali wyborczych. Nie daje to jej zdaniem podstaw do oskarżeń o fałszerstwo.

„Nikt w tym momencie nie jest w stanie ocenić czy wyniki podliczenia głosów w danym lokalu miały wpływ na wyniki całych wyborów” – powiedziała przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej.

Według niej, jeden lokal wyborczy liczy maksymalnie trzy tysiące uprawnionych do głosowania, a w okręgu wyborczym jest ich około 70 tys. „Fałszerstwo na obszarze okręgu nie zostało dowiedzione” – zapewniła Jarmoszyna.

Przewodnicząca podkreśliła, że nie ma dostępu do protokołów. „Jeżeli istnieją dwa protokoły dotyczące naruszeń w danej komisji, Centralna Komisja Wyborcza zawsze postanawia powtórne liczenie głosów. Podobnie odbywa się podczas każdych wyborów”.

Coraz lepsze metody fałszerstw

Abramowa w rozmowie ze Radiem Swaboda podkreśliła, że władze stosują coraz lepsze metody falsyfikacji. „Obecnie nie trzeba nawet dorzucać kart wyborczych po tym gdy władze wprowadziły zasadę, że karty wyborcze przetrzymuje się jedynie pół roku a nie jak przedtem cztery lata. To efekt lobbowania miejscowych naczelników którzy bali się odpowiedzialności” – powiedziała w rozmowie z WWW.svaboda.org.

23 września odbędą się wybory do stuosobowego białoruskiego parlamentu. Choć prawie jedna trzecia to kandydaci opozycji, jednak praktycznie nie ma szans, by któryś z chich zdobył mandat.

Biełsat

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze