Zakpił z milicjanta – swoje odsiedział


Iwan Ameczelka niegdyś zakpił z białoruskich tajniaków, za co znalazł się na celowniku białoruskich organów. 25-latek zakończył w niedzielę kolejny kilkunastodniowy wyrok tym razem za „niepodporządkowanie milicji”

Amelczenka podczas majowej demonstracji w rocznicę wybuchu Czarnobyla stanął obok tajniaka filmującego pochód trzymając plakat, na którym narysowana była strzałka i umieszczono napis „MUSOROK” – oznaczający szydercze określenie milicjanta. Organy ścigania szybko rozpoznały działacza młodzieżowego opozycyjnego ruchu „Zmiana”, który został wezwany na komisariat. Aktywista został aresztowany i skazany na 15 dnia za przeklinanie na ulicy – co jest ulubionym pretekstem do zatrzymań niepokornych.

Po wyjściu chłopak wolnością cieszył się jedynie tydzień – 17 lipca znowu trafił na ławę oskarżonych i został skazany na 12 dni aresztu za niepodporządkowanie milicji. Dzień wcześniej Amelczenka ogłosił o swoim zamiarze kandydowania w zbliżających się wyborach parlamentarnych. Centralna Komisja Wyborcza nie zarejestrowała grupy zbierającej podpisy za jego kandydaturą – tłumacząc, że potencjalny kandydat nie złożył dokumentów osobiście. To zaniedbanie ze strony Amelczenki łatwo wytłumaczyć – w tym czasie siedział w więzieniu.

Aktywista podczas odsiadki złożył oficjalną skargę na warunki panujące w areszcie. „Celi nigdy nie wietrzono, na podłodze ciągle stała kałuża, bo przeciekał kran. Nie wyprowadzali na spacer. Odbyłem rozmowę z naczelnikiem aresztu, który powiedział, że to było jego osobiste polecenie, żebym siedział właśnie w takiej celi.” – powiedział Amelczenka dziennikarzom Biełsatu

Biełsat

WWW.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze