Białoruski milicjant uciekł do Szwecji


Kapitan milicji Siarhej Makar poprosił o azyl polityczny w Szwecji. Były milicjant w rozmowie z Biełsatem opowiedział o tym, co zmusiło go do podjęcia tej dramatycznej decyzji.

KGB naciska

Siarhej Makar przepracował 15 lat w milicji – zaczynał w OMONie, potem pracował w jednym z komisariatów w Grodnie. Według jego relacji, w 2006 roku zaczęli na niego wywierać presję funkcjonariusze KGB. Powodem była ucieczka za granicę jego brata Ihara – żołnierza „Ałmazu” jednej z elitarnych jednostek MSW. Ihar Makar miał odmówić wykonania rozkazu ówczesnego szefa MSW – kompromitacji opozycyjnego polityka i kandydata na prezydenta Aleksandra Kazulina. Mężczyzna uciekł z Białorusi, gdy dowiedział się o planach zlikwidowania go.

Według Siarheja Makaraowa pracownicy KGB zażądali, by namówił brata do powrotu na Białoruś. Gdy milicjant odmówił – nasiliła się presja na niego i jego rodzinę. „Siostra również opuściła kraj. Wzywali ją na milicję, przetrzymywali – zachowywali się po chamsku – np. nie dawali usiąść. Zmuszano ją do podpisania listu przekonującego brata do powrotu – niby dlatego, że potrzebna jest jego pomoc.” – powiedział Makar w rozmowie z Biełsatem.

„Pójdziesz siedzieć tam gdzie nie lubią milicjantów”

Problemy pojawiły się również, gdy milicjant odmówił współpracy z KGB – zagrożono mu wtedy „problemami w pracy”. Mężczyzna zaczął otrzymywać nagany – przeniesiono go na gorsze stanowisko. „Jeśli nie będziesz się słuchać – wyrzucimy cię z pracy – a potem pójdziesz siedzieć. I trafisz tam, gdzie bardzo źle odnoszą się do milicjantów – sam wiesz co się z tobą stanie” – usłyszał od kagiebistów.

Fałszerstwa wyborcze

Makar opowiedział również o fałszerstwach wyborczych – pilnował komisji wyborczej w jednej z jednostek wojskowych w Grodnie. „Wybory odbywały się w banalnie prosty sposób – w pierwszy dzień głosowania przedterminowego – prawie wszyscy żołnierze pod kierunkiem swoich dowódców – z wypełnionymi już kartami wyborczymi udawali się do punktu głosowania.

Podobnie działo się podczas wyborów w 2010 r. w komisji wyborczej w jednej ze grodzieńskich szkół średnich – uczniowie zostali zmuszeni do głosowania pod groźbą, że nie zostaną wypuszczeni do domu na weekend. „Każdego wieczoru urnę przenoszono do innego pomieszczenia – i nikt nie wie co się z nią działo” – powiedział Makar – który podkreślił, że sam od ośmiu lat pryncypialnie nie bierze udziału w głosowaniach, bo są jego zdaniem sfałszowane.

Wybuch w mińskim metrze – czy to robota KGB?

Zdaniem uciekiniera – wybuch w mińskim metrze nadwyrężył zaufanie wobec KGB. „W rozmowach między sobą pracownicy milicji twierdzą, że sprawa była sfabrykowana. Każdy pracownik milicji rozumie, że aresztowano i rozstrzelano w tej sprawie niewinnych ludzi.”

Milicjant podkreśla, że takiego zamachu nie mogli zrobić amatorzy – „Użyty ładunek wybuchowy to dzieło profesjonalisty. Nie można samemu zrobić czegoś takiego nawet dysponując odpowiednią wiedzą – uważa Makar – A u tych młodych ludzi nie było ani wiedzy ani doświadczenia i myślę, że nie było też chęci”. Wybuch to, jego zdaniem, prowokacja białoruskich specsłużb.

Nie jest to pierwszy pracownik milicji, który uciekł z Białorusi. W czerwcu status uchodźcy otrzymał oficer śledczy milicji Andrej Pyżyk, który zbiegł do Polski, po tym gdy zmuszano go do fabrykowania dowodów przeciwko opozycjonistom.

Biełsat

WWW.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze