Chce się demonstrować – trzeba płacić


Po to by przeprowadzić dowolną masową imprezę białoruskim opozycjonistom nie wystarczy uzyskać pozwolenia od władz miasta. Należy jeszcze zawrzeć kilka umów ze służbami miejskimi z tytułu „obsługiwania akcji masowej” i zapłacić za nie z własnej kieszeni.

Demokratyczny aktywista Leanid Autuchou z Gródka w obwodzie Witebskim postanowił sprawdzić, ile kosztowałaby organizacja niewielkiej jednogodzinnej demonstracji z liczbą uczestników do 50 osób – informuje svaboda.org.

Służby sprzątania miasta wyliczyli swoje koszty na 827 688 rubli, czyli nieco ponad sto dolarów. Usługi medyczne – w postaci eskorty ambulansu kosztowałyby jeszcze drożej, ale mistrzami zostali milicjanci. Ich odpowiedź brzmiała – koszt obsługiwania imprezy masowej przez służby porządkowe milicji będzie zależał od… stopni funkcjonariuszy biorących udział w ochronie uczestników. „Koszt pracy sierżanta i majora będzie różnił się w sposób znaczący” – tłumaczono opozycjoniście na komisariacie.

Leanid Autuchou doszedł do wniosku, że – jak twierdzi – władze robią wszystko, by szeregowy obywatel nie dysponujący środkami finansowymi większymi niż własna pensja nie był w stanie zorganizować nawet prostej pikiety, nie mówiąc już o demonstracji protestu.

Michał Janczuk (TV Biełsat)

WWW.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze