Fala terroryzmu na Białorusi, czy działanie specsłużb?


Według białoruskiego KGB mamy do czynienia z falą terroryzmu na Białorusi. W piątek zatrzymano mężczyznę, który w masce z islamskimi napisami usiłował wysadzić komisariat milicji w Żłobinie na południu kraju. Po raz piąty w ciągu ostatnich 1,5 miesiąca białoruskie służby informują o zagrożeniu terroryzmem. Zdaniem ekspertów przypadki terroryzmu mogą mieć drugie polityczne dno.

Andrzeja Poczobuta – niezależnego białoruskiego dziennikarza i korespondenta Gazety Wyborczej, dziwi fakt, że kolejny akt terrorystyczny to dzieło osób związanych z imigrantami z krajów muzułmańskich. W Żłobinie, zdaniem służb, komisariat usiłował podpalić człowiek związany z grupą przestępczą z Afganistanu.

„Sytuacja, w której prawdopodobnie obywatel Białorusi nakłada na siebie maskę islamskiego terrorysty i tak usiłuje wysadzić posterunek milicji jest bardzo zagadkowa. Według mnie jest to raczej zwykły akt kryminalny, z jakim np. mieliśmy ostatnio do czynienia na Ukrainie” – powiedział w rozmowie z Biełsatem.

Dziennikarz podkreśla, że Białoruś traci status oazy spokoju – który był jednym głównych elementów białoruskiej propagandy. „KGB coraz częściej rozpoczyna śledztwa w sprawie terroryzmu – i szczególnie często dotyczy to terenów południowej Białorusi ”. Poczobut podkreśla, że białoruskie służby w osobliwy sposób kwalifikują przestępstwa. Przypomina, że np. wybuch ładunku o sile petardy w jednym ze sklepów w Homlu zastał uznany automatycznie, nie jako chuligaństwo, ale właśnie jako terroryzm.

Zamachy terrorystyczne, zdaniem KGB, mają związek z nielegalną emigracją do krajów UE. Białoruskie władze wcześniej informowały, że w sytuacji konfliktu dyplomatycznego z UE, Białoruś ograniczy kontrolę na swojej zachodniej granicy. Poczobut uważa, że terroryzm w tym kontekście jest sprawą niezwykle polityczną.

Wcześniej o terroryzm oskarżano przeciwników władzy. W 2006 roku KGB oskarżało białoruską opozycje, że zmierza dokonać masowego zatrucia mieszkańców Mińska. Również po wybuchu w mińskim metrze w kwietniu 2011 r. władze oskarżały opozycjonistów, że chcieli zdestabilizować kraj.

Andrzej Poczobut przypomniał, że po wybuchu w metrze w ub. r. władze przestały podkreślać, że na Białorusi nie ma terroryzmu – i dlatego teraz każde, nawet mało znaczące wydarzenie kwalifikują jako terroryzm.

„KGB to jedyna struktura siłowa, która zachowała swój aparat śledczy – pozostałe sprawy przeszły do ręce Komitetu Śledczego” – stosunkowo młodej struktury podlegającej bezpośrednio prezydentowi. „Jednym z ostatnich prerogatyw KGB jest możliwość prowadzenia śledztw w sprawach terroryzmu.” – przypomina Poczobut – jego zdaniem śledczy KGB, by się wykazać wszędzie doszukują się terroryzmu.

Uładzmir Baradacz b. pułkownik specnazu i uchodźca polityczny jest bardziej stanowczy. Jego zdaniem, informacje o rzekomych zamachach to znak, że szef KGB Wadzim Zajcou ukrywa przestępstwa, których dokonuje grupa Wiktora – najstarszego syna Aleksandra Łukaszenki, który dąży do kontroli nad wszystkimi służbami specjalnymi. „Chodzi o wybuchy jakie miały miejsce w Mińsku latach 2008 i 2011. Dlatego prowadzone są operacje, które mają na celu sprawić wrażenie aktywizacji terrorystycznych grupa na Białorusi.” – odkreślił w rozmowie z Biełsatem. Zdaniem Baradacza wkrótce możemy mieć do czynienia z jeszcze bardziej poważnymi zamachami bombowymi.

Jest to już piąta w ciągu ostatniego półtora miesiąca informacja ze strony białoruskich służb specjalnych na temat zagrożenia terrorystycznego. Serię rozpoczęło zatrzymanie 12 kwietnia na białorusko-polskiej granicy czeczeńskich bojowników usiłujących przedostać się na Zachód. 19 kwietnia w jednym z homelskich sklepów miała wybuchnąć bomba. 25 kwietnia w Kobryniu od wybuchu granatu mieli zginać ojciec i syn – jeden ze wątków śledztwa miał prowadzi na Północny Kaukaz. 7 maja milicja zatrzymała na mińskim lotnisku grupę Egipcjan, którzy wybierali się do UE z „ekstremistycznymi zamiarami”

Biełsat

WWW.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze