Granica Rosji również nieprzejezdna dla opozycji


W nocy z wtorku na środę w pociągu relacji Mińsk-Moskwa zatrzymano na granicy białorusko-rosyjskiej trzech opozycjonistów białoruskich będących na liście osób, którym zakazano wyjazdu z kraju z powodów politycznych. Pomiędzy Białorusią i Rosją nie ma kontroli granicznych – zatrzymań dokonali ubrani po cywilnemu ludzie, którzy się nie przedstawili.

Koordynator kampanii „Europejska Białoruś” Aliaksandr Atroszczankau, szef lewicowej partii „Sprawiedliwy Świat” Siarhiej Kaliakin oraz przewodniczący Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Labiedźka udawali się do Brukseli przez Moskwę, skąd mieli wylecieć samolotem 29 marca.

Zatrzymanych przewieziono na komisariat milicji w Orszy, gdzie trzymano do rana, odbierając telefony. W trakcie zatrzymania Aleksandr Atroszczankau zdołał zadzwonić do dziennikarza opozycyjnego portalu Karta-97 zanim odebrano mu telefon. O godzinie 9 rano w środę Atroszczankau ponownie zadzwonił do dziennikarzy i powiedział, że opozycjonistów czeka proces, są oskarżeni rzekome drobne chuligaństwo jakiego mieli dopuścić się w pociągu.

Dotychczas opozycjoniści byli zatrzymywani i odsyłani z powrotem na granicach Białorusi z krajami UE. Władze wymyślały różne preteksty usprawiedliwiające decyzję o zakazie wyjazdu, takie jak uchylanie się od wojska czy zadłużenie wobec państwa. Jedyną drogą wyjazdu z kraju pozostały przejścia kolejowe i drogowe na granicy białorusko-rosyjskiej, gdzie nie ma kontroli granicznej. Jak pokazuje dzisiejsza sytuacja, białoruskie struktury siłowe kontrolują również próby wyjazdu opozycjonistów do Rosji, co oznacza, że de facto zostali oni uwięzieni w kraju.

Michał Janczuk (TV Biełsat)

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze