Uładzimir Baradacz: Łukaszenka bał się, że prawda wyjdzie na jaw


Były pułkownik specnazu uważa, że wyrok na dwóch mężczyznach skazanych na śmierć za zorganizowanie zamachu w mińskim metrze nie został jeszcze wykonany, choć nie jest to do końca pewne. Baradacza przypomina znany mu przypadek rozstrzelania groźnego przestępcy zanim do prezydenta Łukaszenki trafiło jego o podanie o ułaskawienie. Jego zdaniem, również w co najmniej jednym przypadku egzekucję wykonano następnego dnia po wyroku.

Jednak Baradacz podkreśla, że, normalna procedura w takiej sprawie trwa 10 dni, choć bywało, że skazani na śmierć czekali kilka miesięcy na egzekucję. I dlatego Baradacz uważa, że Uładzisału Kowaliou i Dzmitry Kanawałau nie zostali jeszcze straceni. Na razie jednak, matce jednego ze skazanych Lubou Kowaliowej nie udało się ustalić, gdzie przebywa jej syn, który dotychczas znajdował się w więzieniu KGB w Mińsku.

Były wojskowy nazywa decyzję białoruskiego prezydenta „wielką pomyłką”, która przyniesie Białorusi bardzo negatywny rozgłos. Przypomina również , że większość Białorusinów nie wierzy w winę skazanych. Baradacz uważa, że Łukaszenka dla ratowania własnej reputacji, powinien wyznaczyć nową grupę śledczą i przeprowadzić dodatkowe śledztwo. „On zapewne wziął pod uwagę wszystkie „za” i „przeciw”, jednak nie mógł przezwyciężyć strachu, że na jaw wyjdą prawdziwe okoliczności zbrodni. I w ten sposób bierze odpowiedzialność i wszystkie niuanse tej zbrodni na siebie.” – dodał.

Uładzimir Baradacz uzyskał status uchodźcy politycznego w Niemczech, po tym gdy uciekł z Białorusi w obawie o własne życie. Przedtem zajmował się wyjaśnianiem tajemniczego zaginięcia b. ministra spraw wewnętrznych Jurija Zacharenki.

Biełsat
WWW.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze