Mikita Lichawid: Sannikowowi zafundowano długie „rozmowy profilaktyczne”


21 letni opozycjonista należał do grupy, która została ułaskawiona przez Łukaszenkę we wrześniu ub.r. Lichawid został wypuszczony na wolność, choć nie zgodził się na podpisanie listu z prośbą o darowanie kary i nie przyznał się do winy.

Mikita Lichawid:

Myślę, że w przypadku Sannikowa nie chodziło o tortury fizyczne np. pobicie czy przykuwanie. Chodzi raczej o intensywne „rozmowy profilaktyczne”, które prowadzone są najprawdopodobniej nie przez pracowników kolonii karnej ale przez specjalistów z Mińska.

W więzieniu, człowiek znajduje się w absolutnej izolacji i absolutnie nie wie co się dzieje dookoła niego, i przez to nie ma żadnej przestrzeni do manewru. Otrzymuje wszelkie informacje wyłącznie od współpracowników (KGB – red.), którzy z nim pracują. I oni mogą wbić mu do głowy wszystko, w taki sposób, że więźniowi będzie się wydawać, że sam doszedł do takich wniosków. Np., że wszyscy o nim zapomnieli, albo że 90 proc. ludzi popiera Łukaszenkę. Taki człowiek nie ma możliwości krytycznej analizy tych informacji.

Bywają przypadki gry w dobrego i złego policjanta. Przez dwa dni krzyczą na ciebie i grożą, a potem przychodzi „dobry wujek”, który proponuje pomoc. Czasami udają nawet ukrytych opozycjonistów, którzy mówią, że mają dość władzy.

Nacisk moralny jest czasem gorszy od fizycznego, bo po pewnym czasie człowiek przestaje czuć ból, a tortury psychologiczne można stosować bez końca. Białoruskie służby określają na wstępie, czy jest szansa na zwerbowanie danego opozycjonisty. Ci, którzy nie dają się złamać są odizolowywani. Dlatego właśnie do oddalonego więzienia w Mohylewie wysłano Mikołę Stakiewicza, podobnie stało się z Mikałajem Autuchowiczem, który konsekwentnie odmawiał współpracy. Sannikau widocznie zachowywał się inaczej – jako były dyplomata uważał, że zawsze można się dogadać. I służby zobaczyły, że można się na tym oprzeć i tak wywrzeć nacisk.

Biełsat
WWW.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze