Areszty za demonstrację w rocznicę „Płoszczy”


Zapadły pierwsze wyroki w sprawach osób zatrzymanych w poniedziałek w Mińsku podczas próby uczczenia rocznicy rozpędzenia protestu po wyborach prezydenckich na Białorusi z 2010 r. Dziewięć osób skazano we wtorek na 3-12 dni aresztu.

Dwie osoby skazano na karę 12 dni aresztu, cztery – na 10 dni aresztu, dwie na 7 dni, a jedną – Ihara Hrycewicza – na 3 dni. Ojciec tego ostatniego twierdzi, że jego 28-letni syn cierpi na nowotwór, ale milicja nie pozwoliła przekazać mu leków. Wymierzane są także grzywny. Wszystkie osoby skazywane są za udział w nielegalnym zgromadzeniu.

W poniedziałek wieczorem niektórzy mieszkańcy Mińska wyszli na główną ulicę miasta, prospekt Niepodległości, by zapalić wzdłuż niej oraz na przylegających placach znicze w rocznicę rozpędzenia powyborczego protestu.

Według obrońców praw człowieka zatrzymano ok. 50 osób. Podobne dane podała we wtorek państwowa agencja BiełTA, powołując się na rzecznika mińskiej milicji. Zgodnie z tą informacją, za naruszenia porządku publicznego zatrzymano 46 osób, z czego 14 zwolniono bez spisania protokołu.

Według niezależnego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ), w poniedziałek w Mińsku i innych miastach zatrzymano też dziewięciu dziennikarzy.

Jak podają internetowe „Biełorusskije Nowosti”, rocznicę 19 grudnia uczczono w poniedziałek także winnych miastach. W Homlu na słupach ogłoszeniowych i przystankach autobusowych rozwieszono portrety więźniów politycznych. Działacze organizacji Młody Front oraz grupy Rewolucja Poprzez Sieci Społeczne chcieli w ten sposób przypomnieć, że „od wyborów prezydenckich minął już rok, a w więzieniach cały czas są ludzie, którzy walczyli o wolność i sprawiedliwe wybory”.

„Biełorusskije Nowosti” piszą też, że w poniedziałek działacze kampanii obywatelskiej „Europejska Białoruś” z Witebska przyjechali do zakładu, gdzie wyrok 5 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze w związku z protestami powyborczymi odbywa były kandydat na prezydenta Andrej Sannikau.

Przywieźli ze sobą książki dla Sannikaua, ale pracownicy kolonii karnej odmówili ich przyjęcia. Na znak solidarności działacze zapalili przy koloni karnej znicze, a na pobliskim przystanku pojawił się plakat z napisem „Andrej Sannikau – mój prezydent”.

Nieznany jest los trzech feministek z ukraińskiej organizacji FEMEN, które w poniedziałek rano przeprowadziły akcję protestu przy gmachu KGB w Mińsku. Jak informują białoruskie portale, o godz. 20 w poniedziałek zamilkły ich telefony.

Rozebrane od pasa w górę dziewczyny rozwinęły plakaty z napisami „Wolność więźniom politycznym” oraz „Niech żyje Białoruś”. Zatrzymano towarzyszącą im australijską kamerzystkę, Kitty Green, która po kilku godzinach została zwolniona i deportowana na Litwę. Ukrainkom udało się zbiec, o czym same informowały.

Według rzecznika KGB Alaksandra Antanowicza, akcja FEMEN była „ordynarną, zaplanowaną prowokacją”.

19 grudnia 2010 roku w Mińsku brutalnie zdławiono protest przeciwko oficjalnym wynikom wyborów, dającym prawie 80 proc. poparcia urzędującemu prezydentowi Alaksandrowi Łukaszence. Po demonstracji do aresztów trafiło ponad 600 osób. Kilkadziesiąt stanęło przed sądem w sprawie karnej o masowe zamieszki, ponad 20 skazano na pobyt w kolonii karnej. W więzieniach pozostają m.in. byli kandydaci opozycji w tych wyborach Andrej Sannikau i Mikoła Statkiewicz.

Biełsat za PAP

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze