Pierwszy dzień procesu Alesia Bialiackiego(aktl.)


Trwa proces białoruskiego obrońcy praw człowieka Alesia Bialiackiego, oskarżonego o przestępstwa podatkowe. Na salę rozpraw przyszli dyplomaci państw UE i USA, m.in. ambasador Polski na Białorusi Leszek Szerepka, a także działacze opozycyjni, m.in. były kandydat na prezydenta Uładzimir Niaklajeu i lider Ruchu „O Wolność” Alaksander Milinkiewicz oraz obrońcy praw człowieka.

Oskarżenie Bialiackiego było możliwe po przekazaniu władzom Białorusi danych o jego kontach bankowych za granicą przez Polskę i Litwę. Kwoty, które Bialiacki przechowywał na tych rachunkach, były według „Wiasny” przeznaczone na pomoc osobom prześladowanym na Białorusi z przyczyn politycznych. Proces prowadzony jest przez sąd Rejonu Pierwomajskiego jednak rozprawa odbywa się w siedzibie sądu Rejonu Moskowiskiego, który dysponuje większą salą posiedzeń.

Na wstępie oskarżony zgłosił dwa wnioski: o możliwość odpowiadania z wolnej stopy oraz o prowadzenie rozprawy w języku białoruskim. Prowadzący rozprawę sędzia Sairhej Bandarenka nie przychylił się do żadnego z nich. W odpowiedzi Bialiacki zażądał obecności tłumacza. Mimo wniosku oskarżonego sąd zabronił również fotografowania i nagrywania procesu

Adwokat Bialiackiego poprosił o dołączenie do sprawy skarg związanych ze sprawą, jakie oskarżany wysyłał do różnych instytucji. Obrońca również zgłosił wniosek o przetłumaczenie dokumentów uzyskanych od zagranicznych instytucji. Sąd zgodził się na obydwa wnioski.

Bialiacki usłyszał aktu oskarżenia – według prokuratury miał on w latach 2007-10 uchylić się od zapłacenia podatku w rozmiarze ponad 129 tyś. zł. Prokurator również zaproponował oskarżonemu, że w zamian za pokrycie szkody będzie mógł odpowiadać z wolnej stopy. Bialiacki odmówił i podkreślił, że w rzeczywistości jest prześladowany za swoją działalność na polu ochrony praw człowieka.

Podsądny zwrócił uwagę, że od 2007 roku inspekcja podatkowa nie miała zastrzeżeń do jego deklaracji podatkowych, a problemy pojawiły się dopiero teraz. Według jego relacji czerpał on dochód z tłumaczeń, publicystyki i wydania jednej książki.

Aleś Bielacki zakwestionował wyciągi z rachunków w banku DnB Nord dostarczonym przez litewskie władze – bo jego zdaniem nie zostały potwierdzone przez bank. Oskarżony zaprzeczył również, że z jego konta dokonano przelewu na rachunek innej obrończyni praw człowieka Tacjany Rawjaki.

Bielicki przypomniał, że rachunki w polskich i litewskich bankach zostały otwarte po tym, gdy białoruskie władze oficjalnie zamknęły białoruska organizację obrony praw człowieka „Wiasna”

Bialiacki został zatrzymany w Mińsku 4 sierpnia br. i od tego czasu przebywa w stołecznym areszcie. Jest oskarżony na podstawie atr 243 pkt. 2 białoruskiego kodeksu karnego – mówiącego o zatajeniu dochodów w szczególnie wysokiej kwocie. Maksymalna możliwa kara za to przestępstwo to siedem lat pozbawienia wolności. Możliwa jest też kara łagodniejsza – ograniczenia wolności. Wyrok może, ale nie musi, przewidywać konfiskatę mienia, zakaz obejmowania pewnych stanowisk i prowadzenia pewnego rodzaju działalności.

Podstawą oskarżenia są m.in. informacje uzyskane w ramach mechanizmu pomocy prawnej od litewskiego ministerstwa sprawiedliwości i polskiej prokuratury nt. stanu kont należących do oskarżonego. Przekazanie tych danych krajowi niedemokratycznemu jakim jest Białoruś spowodowało ostrą reakcję opinii publicznej w obydwu krajach oraz protesty ze strony białoruskiej opozycji. Białoruscy obrońcy praw człowieka oceniają areszt Bialiackiego jako uderzenie we wszystkie środowiska opozycyjne na Białorusi. Z kolei władze przedstawiają dochodzenie przeciwko Bialiackiemu jako sprawę dotyczącą wyłącznie przestępstw podatkowych.

Uwolnienia Bialiackiego żądają międzynarodowe organizacje praw człowieka, Unia Europejska, Parlament Europejski. Unia niedawno rozszerzyła swoją „czarną listę” przedstawicieli Białorusi objętych zakazem wjazdu do UE o urzędników związanych ze sprawą Bialiackiego.

Biełsat/PAP

www.biełsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze