Biełsat w Newsweeku


W artykule „Po co robimy tę telewizję” dyrektor Biełsatu Agnieszka Romaszewska-Guzy opisuje swoją wizję wspierania demokracji w krajach dyktatorskich na tle wydarzeń w Afryce Północnej, opowiada też o problemach kierowanej przez nią instytucji. Jej zdaniem polityka państw zachodnich wspierająca stabilność kosztem demokracji poniosła klęskę – w krajach tych wybuchł chaos, w którym trudno się połapać, bo zachodnie mocarstwa nie wypracowały kanałów komunikacji ze społeczeństwem i jego nierządowymi elitami.

Autorka przypomina, że w przypadku krajów komunistycznych, tę rolę z powodzeniem pełniło np. Radio Wolna Europa. Dlatego, jej zdaniem, warto spożytkować tego typu doświadczenia przy okazji ruchów demokratyzacyjnych i zainwestować w wolne media. Ich brak powoduje, że w krajach niedemokratycznych społeczeństwa są zatomizowane. Jednym z czynników zmian w krajach arabskich, było pojawianie się telewizji Al Dżazira, która stworzyła „zręby opinii publicznej”. Zdaniem Agnieszki Romaszewskiej telewizja Biełsat może odegrać podobną rolę na Białorusi, o ile polskie instytucje zaczną traktować go jako długofalową inwestycję, zapewniając tym samym także wzrost pozycji Polski w świecie.

Dyrektor Biełsatu zawraca uwagę na problemy jakie napotyka kierowana przez nią instytucja – a więc przede wszystkim brak stabilnego finansowania. Nadal jej zdaniem dominuje tendencja, by głównie skupiać się na szkoleniach i seminariach dla dziennikarzy i opozycjonistów. Agnieszka Romaszewska podkreśla ironicznie, że dzięki Biełsatowi białoruscy dziennikarze są najbardziej wyszkoleni na świecie, jednak nie mają gdzie pracować, bo wolnych mediów w ich kraju po prostu nie ma.

Polityka wspierania demokracji to jedna z dziedzin polityki zagranicznej, a ta wbrew powszechnemu w Polsce przekonaniu nie składa się tylko ze spotkań i deklaracji, lecz także działań, które kosztują” – napisała.

Więcej w najnowszym numerze 39/2011 Newsweeka

Zobacz też
Komentarze