Szeremet: Ten akt zamach rzuca krwawy cień na Łukaszenkę


Jak do tej pory nie został przedstawiony ani jeden dowód, obciążający młodych ludzi oskarżonych o dokonanie zamachu w mińskim metrze 11 kwietnia br., uważa znany białoruski dziennikarz Paweł Szaremet.

Wiadomo, że po wybuchu w metrze aresztowano wielu ludzi, dokonano przeszukiwań, jednak jak toczyło się śledztwo – dokładnie nie wiadomo. Po pierwsze było ono tajne, a po drugie – przedstawiciele władz i służb specjalnych nie dawali nam żadnych tłumaczeń” – powiedział Szeremet.

Podczas pierwszej części rozprawy sądowej 15 września br. Zmicier Kanawałau przyznał się do dokonania dwóch aktów terrorystycznych: podłożenia bomby 11 kwietnia br. na stacji metra Oktiabrskaja, w wyniku czego zginęło 15 osób a 160 osób zostało rannych. Oskarżony przyznał się również do ataku bombowego 4 lipca 2008 r. podczas obchodów Święta Niepodległości, w wyniku czego kilkadziesiąt osób zostało rannych. Uładzisłau Kawaliou odwołał swoje wcześniejsze zeznania argumentując, że składał je pod naciskiem.

Szeremet zwraca uwagę na cztery, ważne jego zdaniem sytuacje: „Pierwszą z nich jest historia z 1997 r. – słynne zabójstwo bliskiego współpracownika Łukaszenki Jauhena Mikałuckacha, który prowadził jakieś niejasne operacje z wódką. Wtedy za akt terrorystyczny została oskarżona grupa młodych ludzi. Dodatkowo zarzucono im szykowanie zamachu na Łukaszenkę. Śledztwo było zupełnie tajne. Jeden ze świadków sprawy zmarł w areszcie śledczym. Rzekomo popełnił samobójstwo. I tylko przez przypadek, dzięki interwencji dziennikarzy udało się udowodnić niewinność tych ludzi. Sprawa o dokonanie aktu terrorystycznego została zamknięta” – powiedział.

Druga sytuacja: „Po wybuchach w Witebsku rozpoczęto bardzo intensywne przeszukiwania, między innymi w domu Kanawaława. Niczego tam nie znaleziono, żadnego sekretnego laboratorium, środków chemicznych itp.” – przypomina Szeremet.

Jak trzeci przykład dziennikarz podał wybuch w centrum Mińska podczas obchodów Święta Niepodległości w 2008 r. „Dokładnie wiem, że wszelkie ślady prowadziły wówczas brygadę śledczą MSW do byłego prokuratora generalnego Białorusi Wiktora Szejmana. Szukali dowodów i wszystko prowadziło właśnie do niego. Trwała wówczas walka wewnątrz struktur siłowych. Ktoś mógł wykorzystać akt terrorystyczny aby wpłynąć na prezydenta Łukaszenkę.”

Czwarta – historia z pobieraniem odcisków palców. Kanawałowi pobrano odciski palców jeszcze przed wybuchem w stołecznym metrze. „Zaginął milicjant, który pobierał odciski Konowaława, a przedtem poinformował, że ktoś rozkazał usunąć je z bazy danych. Bardzo dużo dziwnych. Budzących wątpliwości historii” – dodał Szeremet.

Jego zdaniem akt terrorystyczny nastąpił w bardzo wygodnym dla władz momencie. Odwrócił on uwagę społeczeństwa od procesów nad uczestnikami demonstracji z 19 grudnia ub.r. przeciwko fałszowaniu wyborów prezydenckich.

Ten akt terrorystyczny rzuca cień na białoruską władzę, rzuca krwawy cień na prezydenta Łukaszenką. Jeśli nie zobaczymy wyraźnych dowodów obciążających tych ludzi, siedzących dzisiaj na ławie oskarżonych, będzie to oznaczać, że białoruska władza bawi się w krwawe gry. Pozbyć się takich podejrzeń Łukaszence będzie bardzo, bardzo ciężko” – podkreślił dziennikarz.

Biełsat

https://poczta.tvp.pl/owa/redir.aspx?C=3bc797cc54994b1f91afaaf2494a77c3&URL=http%3a%2f%2fwww.belsat.eu%2fpl

Zobacz też
Komentarze