Zmicier Drozd: To nie my, a władza prosiła o przebaczenie


Ułaskawienie uczestników grudniowej demonstracji było spowodowane tylko i wyłącznie naciskiem ze strony Zachodu i sankcjami. Już wkrótce należy spodziewać się drugiej fali ułaskawień” – uważa były więzień polityczny Zmicier Drozd.

Zmicier Drozd został skazany 5 maja br. na trzy lata kolonii karnej o zaostrzonym reżimie za udział w grudniowej demonstracji. 11 sierpnia br. został ułaskawiony wraz z ośmioma innymi więźniami politycznymi decyzją Aleksandra Łukaszenki. Były więzień polityczny, nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Sam zgodził się na podpisanie prośby o ułaskawienie i uważa, że należy spodziewać się kolejnych. „Pracownicy departamentu wykonania kar będą teraz jeździć od kolonii do kolonii, dopóki wszyscy nie podpiszą próśb o ułaskawienie. Ci, którzy nie zgadzają się na podpisanie są prawdziwymi bohaterami – doskonale wiedzą, na co się tym samym skazują” – powiedział Drozd.

Drozd podkreślił również, że niektórzy z więźniów byli nawet zmuszani do podpisania prośby o ułaskawienie. „Jednak to nie my prosiliśmy o ułaskawienie. To władza poprosiła świat o przebaczenie. Próbuje się w ten sposób zrehabilitować, pokazać poprawę” – powiedział Drozd.

Były więzień uważa czas spędzony w kolonii za wielką próbę, choć podkreśla, że mogło być o wiele gorzej. „Nie wykonywałem tam bardzo ciężkiej pracy. Naciski ze strony więziennej administracji oczywiście były. Wysyłali na przykład prowokatora, który mi groził. Sami tego raczej nie robią, posługują się pośrednikami, ale naprawdę mogą zniszczyć człowiekowi życie na tyle, że w ciągu tygodnia sam zacznie prosić o ułaskawienie. Doskonale to rozumiałem i nie miałem tyle siły, aby robić z siebie bohatera”- dodał.

Biełsat

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze