Bandarenka nie trafił do szpitala. Wolha Bandarenka – to paranoja


Zmicier Bandarenka według wcześniejszych zapowiedzi powinien zostać jutro poddany operacji kręgosłupa. Jednak gdy eskortujący go dzisiaj do szpitala strażnicy zobaczyli, że przy wejściu do szpitala czeka rodzina i przyjaciele uwięzionego, zawieźli go z powrotem do więzienia.

Przyszliśmy tutaj, aby wspierać Zmiciera. Bez flag, transparentów. Ludzie stali pod szpitalem, aby mąż mógł zobaczyć, ze nie zapomnieliśmy o nim, i martwimy się o niego” – powiedziała w rozmowie z Biełsatem żona więźnia Wolha Bandarenka.

Gdy pod szpital przyjechał więzienny samochód z Bondarenką, do oczekujących podszedł mężczyzna w cywilnym ubraniu i rozkazał wszystkim się rozejść – nie chciał się przy tym wylegitymować. Nie skutkowało tłumaczenie, że ludzie przyszli wesprzeć więźnia politycznego. Strażnicy poinformowali, że odwożą więźnia z powrotem do więzienia. „To jakaś paranoja. Czy oni sądzili, ze rzucimy się Zmiciera?” – opowiedziała Bandarenka.

Jak poinformował jeden z działaczy obywatelskiej kampanii „Europejska Białoruś”, Paweł Juchniewicz, wesprzeć swojego lidera przyszło około dziesięciu osób. Zdaniem Juchniewicza milicjantów przeraził taki przejaw solidarności. „Zdecydowaliśmy się nie denerwować milicjantów i rozejść się. Zmicier bardzo potrzebuje teraz tej operacji i nie będzie korzystne dla jego zdrowia wożenie go to do szpitala, to z powrotem do więzienia” – powiedział Juchniewicz.

Zmicier Bandarenka, koordynator kampanii obywatelskiej „Europejska Białoruś” oraz bliski współpracownik jednego z kandydatów na prezydenta Andreja Sannikawa. Po demonstracji 19 grudnia ub.r. przeciwko fałszowaniu wyborów prezydenckich, został skazany na dwa lata kolonii karnej o zaostrzonym reżimie za organizację oraz udział w zamieszkach. Podczas pobytu w więzieniu znacznie pogorszył się stan jego zdrowia i w tej chwili konieczna jest operacja kręgosłupa.

Biełsat

www.belsat.eu/.pl

Zobacz też
Komentarze