Z sali operacyjnej do łagru


Jerzy Buzek, przewodniczący Parlamentu Europejskiego żąda, aby białoruskie władze uwolniły Zmiciera Bandarenkę, koordynatora kampanii obywatelskiej „Europejska Białoruś” oraz bliskiego współpracownika jednego z kandydatów na prezydenta Andreja Sannikawa. Bandarenka został skazany po demonstracji 19 grudnia ub.r. przeciwko fałszowaniu wyborów prezydenckich na dwa lata kolonii karnej o zaostrzonym reżimie za organizację oraz udział w zamieszkach.

Wczoraj na antenie Polskiego Radia Jerzy Buzek zażądał od białoruskich władz uwolnienia więźnia politycznego. „Wzywam białoruskie władze do natychmiastowego uwolnienia pana Bandarenki i wszystkich więźniów politycznych. Ich miejsce nie powinno być w więzieniu, a wśród rodzin i przyjaciół. Prawdziwy liderzy słuchają głosu narodu, a dyktatorzy wsadzają ich za kraty” – powiedział Buzek.

Zdaniem Buzka reżim traktuje Bandarenkę „obrzydliwie i nieludzko”. Więzień ma chory kręgosłup i potrzebuje specjalistycznej opieki, rehabilitacji. „Bezpodstawne przetrzymywanie Banderenki w więzieniu tylko pogarsza jego stan zdrowia i może nawet doprowadzić do inwalidztwa” – dodał.

Zmicier Bandarenka, jak i tysiące innych bezimiennych bohaterów walczy o wolność, demokrację i lepszą przyszłość dla wszystkich Białorusinów. Oni potrzebują teraz uznania i wsparcia. Parlament Europejski od wielu lat wspiera białoruskich opozycjonistów, dążących do demokracji. Białorusini zasłużyli na to, aby ich ojczyzna mogła należeć do wolnych i demokratycznych państw europejskich” – powiedział Buzek.

26 lipca Zmicier Bandarenka powinien przejść operację kręgosłupa. „Wydaje mi się, że sama operacja nie będzie skomplikowana, jednak później potrzebna będzie rehabilitacja. W przypadku męża powinno być to około sześciu miesięcy. Powiedziano mu, że w szpitalu spędzi maksymalnie dwa tygodnie” – powiedziała w rozmowie z Biełsatem żona więźnia politycznego, Wolha Bandarenka.

W więzieniu Bandarence postawili ultimatum: operacja, albo natychmiastowe odwiezienie do kolonii karnej. Jednak zdaniem jego bliskich, nie został poddany odpowiednim badaniom, nie zgodzono się na konsultację z lekarzem. „Wiele osób powiedziało mi, że operacja nie jest niebezpieczna, ale ja wcale nie obawiam się operacji, wierzę w lekarzy. Bardziej przeraża mnie brak normalnej rehabilitacji” – powiedziała Bandarenka. Kobieta jest pewna, że brak odpowiedniej opieki po operacji doprowadzi męża do inwalidztwa.

Dlaczego nie chcą zrobić pierwszego kroku? Łukaszenka sam powiedział, że jest gotowy uwolnić więźniów politycznych, „wsadzić do wagonu i wysłać”… Dlaczego nie zrobić tego kroku teraz, w stosunku do chorego człowieka? Albo chcą zrobić z niego inwalidę, aby już na zawsze zapomniał co to takiego walka, albo to ma być zemsta i strach przed odwetem” – dodała Wolha Bandarenka.

Zmiciera Bandarenkę wspierają także przyjaciele z kampanii obywatelskiej „Europejska Białoruś”. „To, co białoruski rząd zamierza zrobić ze Zmicierem Bandarenką, można nazwać jednym słowem: katowaniem. Przymusowa operacja jest absolutnym aktem przemocy wobec jednego z liderów białoruskiej opozycji. Wyniki tej operacji są nieprzewidywalne, Zmicierowi grozi niepełnosprawność. Odmowa niezależnej konsultacji lekarskiej, ustalenie przymusowego terminu operacji, odmowa rehabilitacji – to nic innego, jak powrót do represji politycznych z czasów Związku Radzieckiego” – napisali w swoim oświadczeniu przedstawiciele „Europejskiej Białorusi”.

Działacze „Europejskiej Białorusi” wezwali przedstawicieli krajów demokratycznych na całym świecie, polityków, artystów, naukowców, wszystkich nieobojętnych na krzywdę ludzką, aby wspierali Zmieciera Bandarenkę. „Właśnie teraz trzeba organizować akcje pod białoruskimi ambasadami, zwracać się do organizacji broniących prawa człowieka, do władz państw demokratycznych, nagłaśniać to, że w białoruskich więzieniach torturuje się i katuje przeciwników reżimu. Białoruś teraz, jak nigdy dotąd, potrzebuje waszej solidarności” – napisano w oświadczeniu.

Biełsat
www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze