Nika Sandras: tajniacy jedynie prowokują do dalszych protestów


Już dzisiaj wieczorem na Białorusi odbędzie się kolejna akcja protestu „Rewolucja przez sieci społecznościowe”. Cotygodniowe protesty skomentowała w rozmowie z Biełsatem białoruska malarka i blogerka Nika Sandras.

Jej zdaniem sposób rozpędzania milczących protestów przy pomocy tajniaków jedynie prowokuje ludzi. „To w jaki sposób rozbijane są demonstracje nie przestraszył uczestników i wywołuje jedynie nienawiść wobec władz. Nie mam pojęcia, czemu nie rozumieją tego ci, którzy co środę wysyłają tych „skinheadów” na ulice.” – powiedziała artystka.

Zdaniem Sanders tak brutalne traktowanie demonstrujących szokuje mieszkańców Białorusi. „Co zawsze mówi władza, gdy próbuje się usprawiedliwić? Że jesteśmy spokojnymi, pokojowymi ludźmi. Mówią, że u nas jest czysto i w ogóle mamy niesamowite państwo. A więc gdzie teraz jest to państwo, skoro każdy człowiek wychodząc na ulicę czy do sklepu musi liczyć się z tym, że może trafić do więzienia?” – dodała.

Milicjanci w mundurach nie reagują na zatrzymania przypadkowych ludzi podczas protestów. Według informacji obrońców praw człowieka podczas ostatniego milczącego protestu zatrzymano około 380 osób, z czego 190 w Mińsku. „Zupełnie po chamsku obchodzą się kobietami, starszymi ludźmi, dziadkami, babciami. Nie chcę już wspominać o młodych ludziach, nastolatkach – pierwszy raz coś takiego widziałam. I powiem szczerze, że po tym, gdy to zobaczyłam, na pewno pójdę na następną akcję. Pójdę i będę stać – ludzie teraz nie klaszczą, oni po prostu stoją. I zamierzam być tam z nimi, stać i uśmiechać się” – dodała białoruska artystka.

Ze względu na ostatnie masowe zatrzymania inicjatorzy akcji postanowili zmienić koncepcję protestu i dzisiaj zebrani na placach nie będą klaskać ani tupać. Zamiast tego mają ustawić budziki w swoich telefonach punktualnie na godzinę 20.00. Gdy tylko te zadzwonią – rozejść się.

Od pierwszej akcji, 8 czerwca, na całej Białorusi zatrzymano około 1730 osób, w tym 77 dziennikarzy. Dziennikarze są oburzeni działaniami tajniaków i milicji, przez które nie mogą normalnie wykonywać swojej pracy. Przewodniczący Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Andrej Bastuniec ze względu na liczne zatrzymania, aresztowania, pobicia, niszczenie profesjonalnego sprzętu podczas rozganiania „milczących protestów” złożył dzisiaj do prokuratury zbiorowe podanie. Dziennikarze uważają, że takie zachowanie stróżów prawa jest nie do przyjęcia i niezgodne z prawem. Żądają pociągnięcia do odpowiedzialności osoby, które złamały prawo wobec dziennikarzy.

Biełsat

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze