Jak się sądzi dziennikarzy na Białorusi


W środę w Grodnie skazano na karę grzywny dziennikarkę opozycyjnego radia Racja Grażynę Szałkiewicz. Przed rozprawą sąd nie raczył nawet poinformować jej o co jest oskarżana. Na wezwaniu do sądu, które milicja dostarczyła jej we wtorek około dziesiątej godziny wieczorem nie było informacji, który przepis białoruskiego prawa został przez nią złamany.

Dzielnicowy zapukał do drzwi dziennikarki we wtorek po godzinie 21.30 by dostarczyć wezwanie, ale początkowo nie chciał przyjść osobiście, mimo iż wymaga tego prawo. Dzwonił za to do jej męża by ten przyszedł na komisariat milicji i sam zabrał dokument. Dziennikarka domyślała się jedynie, że chodzi o standardowy w ostatnich tygodniach paragraf o udział w nielegalnej demonstracji. Ostatecznie Grażyna Szałkiewicz otrzymała karę 1 mln 50 tyś rubli kary (ok. 600 zł).

Białoruska Temida przestała bowiem ostatnio odróżniać protestujących obywateli od dziennikarzy wykonywających swój zawód. W łagodniejszych przypadkach milicjanci w czasie demonstracji proszą o okazanie pisemnego zadania redakcyjnego, potwierdzającego, że dany dziennikarz nie przebywa na akcji w charakterze uczestnika protestu. Redaktorzy naczelni zmuszeni są więc do wypisywania swoim dziennikarzom absurdalnych dokumentów.

Dziennikarka gazety Kurier Brzeski od swojego redaktora naczelnego na oficjalnym blankiecie gazety z pieczątką otrzymała potwierdzenie niniejszej treści:

„Fotokorespondentowi gazety „Kurier Brzeski” Milanie Charytonawej w dniu 29.06.2011 zleca się wykonanie reportażu na temat tego jak wspaniale i wesoło żyją nasi ludzie mimo dewaluacji, inflacji, obniżenia stopy życiowej oraz niektórych innych drugorzędnych trudności, które my – wspólnym wysiłkiem – oczywiście przezwyciężymy w nieodległej przyszłości”.

Michał Janczuk (TV Biełsat)

www.biełsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze