Pierwsze wyroki za udział w niedzielnym proteście


Na Białorusi rozpoczęły się w poniedziałek masowe rozprawy sądowe z udziałem zatrzymanych w niedzielę uczestników milczącego protestu w największych białoruskich miastach. Pierwsze wydane w poniedziałek wyroki to od 5 do 15 dni aresztu za „drobne chuligaństwo”. Dziesięć dni aresztu dostał między innymi dziennikarz Igor Bancer, działacz nieuznawanego przez białoruskie władze Związku Polaków na Białorusi.

Wyroki w mińskich sądach wydawane są taśmowo, ponieważ z 390 zatrzymanych podczas wczorajszych protestów w całym kraju, ponad 200 przypada na Mińsk. Rozprawy trwają po kilkanaście minut, a jedynymi świadkami dopuszczanymi przez sędziów do zeznawania są milicjanci, którzy po cywilnemu zatrzymywali uczestników protestu lub po prostu wypadkowych przechodniów.

O tym, że białoruska milicja działa na oślep w walce z protestującymi świadczy fakt, że w niedzielę razem z innymi demonstrantami próbowano zatrzymać wiceszefa komisariatu milicji dzielnicy Centralna majora Gryszczenkę, który przechodził przez tłum protestujących w okolicach dworca kolejowego. W białoruskiej prasie opozycyjnej pojawiły się zdjęcia z próby zatrzymania Gryszczenki ze złośliwymi komentarzami. Ten funkcjonariusz bowiem wsławił się brutalnością podczas zatrzymywania w przeszłości działaczy opozycyjnych.

Poza Mińskiem najwięcej – 120 osób – zatrzymano w Grodnie, w tym – trzech operatorów Biełsatu. We wszystkich miastach funkcjonariusze milicji w cywilnym przebraniu działali według jednego scenariusza – wyrywali z tłumu protestujących pojedyncze osoby nie legitymując się, ani nie podając przyczyny zatrzymania. Dla obserwatora postronnego wyglądało to na masowe porwania ludzi z ulicy. Zatrzymanych prowadzono do autokarów i samochodów bez numerów rejestracyjnych i wywożono w nieznanym kierunku. Niektórzy rodzice ponad dobę od momentu zatrzymania ich dzieci nie potrafią ustalić miejsca ich pobytu.

Michał Janczuk (TV Biełsat)

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze