24 lata temu rozpadł się ZSRR. „Człowiek sowiecki” pozostał do dziś

video

Związku Radzieckiego nie ma, ale „czerwony człowiek” pozostał – pisze białoruska noblistka Swiatłana Aleksijewicz w swojej najnowszej książce „Czasy second hand” i powtarza to podczas spotkań autorskich i wywiadów.

Niemal ćwierć wieku temu z mapy zniknęło sowieckie imperium. Ale białoruskość nie stała się priorytetem państwa. A władza nie nauczyła się kochać wartości narodowych.

24 lata bez ZSRR. 8 grudnia 1991 roku w Pusczy Białowieskiej Stanisław Szuszkiewicz, Borys Niemcow i Leonid Krawczuk podpisali porozumienie o rozwiązaniu Związku Radzieckiego i utworzeniu Wspólnoty Niepodległych Państw.

„Związek i tak by się rozpadł. Co więcej, rozpadł się on już wcześniej – następnego dnia po sierpniowym puczu GKCzP. Ale my znaleźliśmy wyjście – nie od razu sobie to uświadamiając – jak zrobić nie krwawy i nie wojowniczy podział byłego Związku Radzieckiego – opowiada Stanisłau Szuszkiewicz, pierwszy przywódca niepodległej Białorusi.

Wkrótce po rozpadzie sowieckiego imperium powstała niepodległa Białoruś. Nastąpiła epoka odrodzenia: narodowe symbole – biało-czerwono-biała flaga i godło Pogoń, język białoruski stał się jedynym urzędowym. Ale po pierwszych wyborach prezydenckich w 1994 r. i zwycięstwa w nich Aleksandra Łukaszenki kraj stopniowo dosłownie cofnął się do ZSRR: językiem urzędowym został też rosyjski, białorutenizację zastąpiono rusyfikacją, a na miejsce symboli narodowych przyszły wzorowane na BSRR.

„Trzeba przypominać o kulturze białoruskiej, białoruskiej historii, trzeba ją studiować i mieć różne podejście. To po prostu nieosiągalne, bo mimo 20 lat panowania tego człowieka, ma on „miasteczkowe” wykształcenie i takie też „miasteczkowe” interesy – najważniejsze, aby siedzieć na kierowniczym stołku” – mówi Szuszkiewicz.

Represje wobec wolnomyślicielstwa, bezkarność resortów siłowych, puste półki w sklepach i kolejki – Sowiety przyniosły Białorusinom wiele goryczy. Mimo to, wielu jest takich, którzy wspominają te czasy z nostalgią.

Tzw. „Czerwony człowiek” czyli człowiek sowiecki zajmuje znaczne miejsce w twórczości pierwszej białoruskiej noblistki – Swiatłany Aleksijewicz. Akurat w dzień wcześniej pisarka miała w Sztokholmie swoją prelekcję noblowską, w której brzmiał sowiecki temat: Białorusini żegnali ZSRR przeklinając go i płacząc, ale dotąd nie nauczyli się żyć inaczej.

„Wyrosło nowe pokolenie, które ma inny obraz świata. Ale niemało młodych ludzi czyta Marksa i Lenina. W rosyjskich muzeach znowu otwiera się muzea Stalina, wystawia mu się pomniki. Czerwonego imperium nie ma, ale czerwony człowiek pozostał, trwa” – uważa laureatka nagrody Nobla Swiatłana Aleksijewicz.

A sowieckość pozostaje w głowach wielu ludzi, w tym przywódców całych państw.

Wital Babin, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze