FSB szuka sabotażystów w fabryce rakiet


Rosyjskie władze nie mogą się pogodzić z kolejnymi klęskami w swoim programie kosmicznym. Służby specjalne doszły do wniosku, że nieudane loty rakiet Proton to efekt umyślnych działań.

Pierwszy Proton spadł 16 maja br. Kolejny awaria miała miejsce 11 czerwca, Razem z rakietami utracono ich ładunek – satelity nawigacyjne i komunikacyjne.

{movie}Upadek Protona w lipcu ub.r.|right|16918{/movie}

Plomby w silniku

Prawie od razu po pierwszym feralnym zdarzeniu w rosyjskich mediach zaczęto snuć przypuszczenia, że nie był to nieszczęśliwy wypadek. Okazało się, że już wcześniej FSB interesowało się tym co dzieje się w zakładzie. Już w kwietniu 2013 r. podczas kontroli w przewodzie podającym powietrze dla silnika drugiego stopnia rakiety znaleziono kilka aluminiowych plomb. Wtedy właśnie funkcjonariusze przesłuchali 15 pracowników. Po ostatnim upadku Protona sprawą zajęło się rosyjskie MSW, które wszczęło sprawę karną na podstawie art. 167 cz. 2 KK („umyślne zniszczenie lub uszkodzenie cudzego mienia, prowadzące w wyniku nieostrożności do śmierci człowieka lub innych ciężkich następstw”). Rosyjskie MSW jest przekonane, że otrzymana informacja potwierdza wersję o sabotażu.

Komisja – „sabotażu nie było”

W maju br. spadła rakieta razem z satelitą komunikacyjnym Express АМ4Р.

Cytowany przez Izwiestię Aleksander Daniluk szef komisji badającej majową katastrofę jest odmiennego zdania. Jego zdaniem, przyczyna awarii był defekt w procesie produkcji, który doprowadził do nieprawidłowego działania turbiny agregatu. Jego zdaniem jest to wersja ostateczna i nikt nie rozpatrywał na poważnie wersji o sabotażu. Specjalista nie słyszał też o przypadkach podrzucania metalowych plomb do wnętrza silnika.

Dokonał niemożliwego i rakieta spadła

O sabotażu mówiono już wcześniej przy okazji awarii rakiety w połowie ub.r. Wtedy okazało się, że za awarię odpowiada niewłaściwie założony czujnik prędkości kątowej, który umieszczono po niewłaściwej stronie urządzenia. Co ciekawe – umieszczenie w ten sposób urządzenia było praktycznie niemożliwe, gdyż nie pasowało ono do znajdujących się tam kontaktów. Okazało się jednak, że pracownik, który zamontował urządzenia poradził sobie i z tym problemem. W efekcie rakieta spadła, a wobec prawdopodobnego sprawcy również wszczęto śledztwo jednak nie dało ono rezultatów.

Utrata rakiety nie jest sprawa tanią – według obliczeń rakieta, jej transport do kosmodromu i wystrzelenie kosztują łącznie 2,8 mld rubli. Ok. 250 mln zł.

Jb/Biełsat/Izwiestia

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze