Białoruś nie wpuszcza ukraińskiego piwa na swój rynek


Aleksandr Łukaszenka niedawno poskarżył się, że zagraniczne piwa trują i jest ich za dużo na rynku. Urzędnicy postanowili zlikwidować problem, i w ten sposób z białoruskich sklepów zniknęły piwa z Ukrainy.

Producenci złocistego napoju z Ukrainy nie otrzymali licencji eksportowych – nie mogąc dogadać się na temat wielkości ceny minimalnej po jakiej ich wyroby powinny być sprzedawane na białoruskim rynku. Według agencji Biełapan, proponowane przez białoruską stronę wysokie ceny nie satysfakcjonowały Ukraińców, którzy obawiali się, że ich wyroby znacznie zdrożeją.

Ochrona białoruskiego i rosyjskiego rynku

Białoruś od 1 maja br. wprowadziła licencje dla eksporterów z poza Unii Celnej czyli z Rosji i Kazachstanu. Dokument wystawia białoruskie Ministerstwo Handlu w porozumieniu z państwowym koncernem żywnościowym „Biełgospiszczeprom” – który również zajmuje się piwowarstwem.

Dotychczas udział zagranicznych piw w białoruskim rynku wynosił ponad 30 proc. z czego prawie 40 proc. to były piwa z Ukrainy. Reszta chmielowego napoju dostarczana jest na Białoruś przez rosyjskich producentów.

Białoruskie piwo – to zapach zboża

Swoje niezadowolenie z powodu zbyt dużego importu piwa zza granicy wyraził Aleksandr Łukaszenka 10 kwietnia podczas spotkania poświęconemu rozwojowi rodzimej branży piwowarskiej.

„Czy uważacie, że piwo importowane jest lepsze od naszego i zamierzacie nadal nim truć białoruski naród? Czym odróżnia się importowane piwo? Zawartością rożnego rodzaju dodatków smakowych i konserwantów. Białoruskie piwo jest naturalne W saunie, chlapnijcie na kamienie i powąchajcie czym ono pachnie! Białoruskie piwo – to zapach zboża. Jest świeże i naturalne!” – powiedział.

Sugestie prezydenta szybko się zmaterializowały. Już podczas majowych mistrzostw świata w hokeju z mińskich sklepów jak na komendę zniknęło zagraniczne piwo i pojawiło się dopiero po zakończeniu rozgrywek.

Jb/Biełsat

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze