Eksperci: dokumenty o kolaboracji ojca Janukowicza z Niemcami to fałszywki


Od ponad roku w sieci krążą kopie niemieckich i radzieckich dokumentów świadczące, że ojciec Janukowicza był funkcjonariuszem oddziałów policji sformowanych przez Niemców na terenach okupowanej Białorusi. Sprawa stała się głośna, gdy niedawno w wywiadzie udzielonym ukraińskiej stacji Hromadzkie TV b. współpracownik Putina Andriej Illarionow podzielił się przypuszczeniami, że rosyjski prezydent mógł zaszantażować Wiktora Janukowicza grożąc, że ujawni informacje o niechlubnej przeszłości jego ojca, by ten nie podpisywał umowy stowarzyszeniowej z UE.

„Policaj” Fiodor Janukowicz?

Pierwszy z „ujawnionych” dokumentów to spis dezerterów i kolaborantów skazanych na zesłanie i przekazanych do dyspozycji NKWD. Dane umieszczone przy nazwisku wymienionego na liście pod nr. 5 Fiodora Janukowicza w pełni odpowiadają biografii ojca ukraińskiego prezydenta – urodzonego we wsi Januki w obwodzie Witebskim. Drugi to dokument niemieckich władz dotyczący odbioru obowiązkowego kontyngentu mleka od mieszkańców wioski Macki – odpowiadać za wypełnienie zadania miał naczelnik policji rejonu Radoszkowickiego o nazwisku Janukowicz.

To „fejk” od początku do końca

Białoruski historyk Aleksandr Gelagajeu specjalizujący lisię w historii Białorusi czasów II wojny światowej uważa, że krążące w sieci kopie dokumentów wyglądają na nieautentyczne. – „W niemieckim dokumencie z Wilejki występuje dziwny błąd w słowie „Radyszkowiczy” i wyglada jakby zrobiono go w Photoshopie. Nie umieszczono na nim informacji o współczesnych archiwach, z których pochodzi. Po za tym wiadomo, że ojciec Janukowicza urodził się już w Donbasie. Według mnie to „100 procentowy „Fejk”.

Źle napisany

Również zdaniem białoruskiego dziennikarza Kostusia Szymala dokumenty są podróbkami. Swoją opinię tłumaczy nieadekwatnością pewnych terminów, które w tamtych czasach nie mogły być zastosowane w oficjalnych dokumentach.

„Podczas okupacji Okręg Generalny Białoruś był podzielony na okręgi, nie obwody jak napisano w dokumencie. „Oddziały ziemskie” (ros. Zemielyj otdeł – red.) były częścią organów ZSRR, a nie administracji okupacyjnej – pisze na swoich profilu facebooka. Najbardziej przekonującym argumentem demaskującym fałszywość dokumentu dot. zesłania kolaborantów i dezerterów jest fakt, że inaczej niż napisano, wioska Januki stała się częścią obwodu Witebskiego dopiero 1960 r. W 1945 należała jeszcze do obwodu Połockiego.

Syn nie odpowiada za ojca

Białoruski historyk Andrej Czarniakiewicz uważa, że krążące dokumenty są umotywowanymi politycznie spekulacjami. Prawdziwość takich dokumentów można jedynie potwierdzić na podstawie papierowego oryginału, gdyż dysponując współczesnymi technologiami można w prosty sposób stworzyć dowolny dokument tego typu.

„A nawet jeśli taki fakt naprawdę miał miejsce i ojciec Wiktora Janukowicza był tzw. „policajem” to i tak nie wiemy nic więcej nt jego działalności. Każdy ma w takiej sytuacji prawo do domniemania niewinności” – uważa. – „W tych dokumentach nie znajdziemy informacji czy z jego ręki ktoś zginął, lub jak zachowywał się wobec okolicznej ludności. Wiadomo, że przynależność do policji nie może być uznane za zasługę. Jednak i tak syn nie może odpowiadać za swojego ojca.” – twierdzi białoruski historyk.

Dziennikarze Biełsatu tymczasem odwiedzili rodzinne strony Janukowiczów próbując dowiedzieć się czy są jakieś ślady wojennej działalności ojca Wiktora Janukowicza. Już wkrótce na stronach Biełsatu reportaż z dziennikarskiego śledztwa.

Zobacz też
Komentarze