Białostocki sąd spróbuje ściągnąć z zagranicy oskarżonego Białorusina


Kilka miesięcy potrwa procedura zawiadamiania o procesie białoruskiego kierowcy, współoskarżonego przed sądem w Białymstoku w sprawie katastrofy drogowej, w której zginęło pięcioro obywateli Białorusi. Zawiadomienie o procesie oskarżony odbierze w sądzie w swoim kraju.

Będzie ono wysłane nie tradycyjną pocztą, tylko za pośrednictwem polskiego ministerstwa sprawiedliwości i białoruskich organów sądowych. Dlatego proces, w którym drugim oskarżonym jest polski kierowca, przed Sądem Okręgowym w Białymstoku ma rozpocząć się dopiero w połowie maja. Rzecznik sądu Przemysław Wasilewski powiedział PAP, że chodzi o to, by na wypadek niestawienia się oskarżonego Białorusina proces mógł rozpocząć się także pod jego nieobecność.

Procedura dłuższa, ale czy będzie skuteczna?

Okazuje się, że gdyby podjęto próbę standardowego doręczenia zagranicznego, to doręczyciel na Białorusi nie ma obowiązku zaznaczyć na zwrotnym potwierdzeniu odbioru, kto odebrał przesyłkę.

W takim wypadku, gdy z poświadczenia odbioru nie wynika, kto przesyłkę odebrał, jeśli oskarżony nie stawi się na rozprawę, sąd nie może jej prowadzić pod jego nieobecność” – wyjaśnił sędzia Wasilewski.

Dlatego zawiadomienie będzie doręczone poprzez polskie ministerstwo sprawiedliwości i organy sądowe na Białorusi. W takim wypadku oskarżony stawia się do sądu w swoim kraju i osobiście odbiera przesyłkę.

Przepisy związane z obrotem zagranicznym reguluje rozporządzenie ministra sprawiedliwości ze stycznia 2002 roku. Sąd sporządza w takiej sprawie specjalny wniosek o doręczenie za granicą dokumentów sądowych w sprawie karnej.

Oskarżono Białorusina i Polaka

Do wypadku, którego dotyczy proces, doszło nad ranem 15 września 2010 roku w miejscowości Radule na drodze krajowej nr 8 Białystok-Warszawa. Dwa busy na białoruskich numerach rejestracyjnych jadące od strony Białegostoku, zderzyły się tam z jadącą w przeciwną stronę polską ciężarówką. Po kilkuletnim śledztwie wymagającym specjalistycznych opinii biegłych, prokuratura oskarżyła o doprowadzenie do wypadku dwóch kierowców.

Pierwszym jest Polak, kierowca ciężarówki Volvo. Zarzucono mu, że nieumyślnie doprowadził do katastrofy na drodze w ten sposób, że nie zachował należytej ostrożności, „nieuważnie” obserwował drogę, wskutek czego przekroczył podwójną linię ciągłą i zjechał częściowo na przeciwległy pas ruchu. Gdy to zauważył, zaczął hamować. Doszło jednak do zderzenia bocznego z jadącym z naprzeciwka pierwszym busem na białoruskich numerach, a potem do zderzenia z kolejnym.

Przed sądem stanie również Białorusin, który kierował pierwszym z busów. Jego także oskarżono o nieumyślne doprowadzenie do katastrofy na drodze. Tu, w oparciu o specjalistyczne opinie biegłych, prokuratura przyjęła, że kierowca umyślnie naruszył zasady ruchu drogowego, bo wyprzedzał drugiego busa na odcinku, gdzie obowiązywał zakaz wyprzedzania.

Jak napisali śledczy w akcie oskarżenia, wskutek czego doprowadził on kierowcę jadącego z naprzeciwka ciężarowego volvo do „podjęcia gwałtownego manewru obronnego hamowania” i do utraty panowania nad pojazdem, a następnie do bocznego zderzenia, po którym ciężarówka zderzyła się także z drugim busem.

Czarny punkt na drodze

Ofiary wypadku to jedna osoba z pierwszego i cztery z drugiego busa. Obaj oskarżeni kierowcy nie przyznali się do zarzutów; grozi im do 8 lat więzienia. Będą odpowiadać z wolnej stopy.

Jak informowała tuż po wypadku policja, w miejscu, w którym do niego doszło, był tzw. czarny punkt – oznaczone tablicą miejsce niebezpieczne, gdzie często dochodzi do wypadków na wąskiej wówczas drodze. Obecnie trasa w tym miejscu ma standard drogi ekspresowej.

KR/Biełsat/PAP

Zobacz też
Komentarze