Do Polski na piechotę: Idą non stop, nawet nocą


Ponad miesiąc temu oddano do użytku pierwsze piesze polsko – białoruskie przejście graniczne Kuźnica Białostocka- Bruzgi. Dziennikarze Biełsatu sprawdzili, czy przejście jest wykorzystywane i czy z buta łatwo przekracza się granice.

Parking – widmo

Polskie miasteczko Kuźnica Białostocka znajduje się przy samej granicy tuz za przejściem granicznym. Po drugiej stronie granicy od Grodna do miejscowości Bruzgi ok. 20 km. Pokonanie takiej odległości na piechotę zajmie sporo czasu, więc chętni mogą skorzystać z oferty dworca autobusowego, który oferuje przewozy busem cztery razy dziennie: o godz. 10., 12., 14. i 16.20. W weekendy dodatkowo o godz. 18. Bilet kosztuje 13,8 tys. białoruskich rubli (ok. 4 zł.) Z kolei busy po polskiej stronie granicy od przejścia granicznego do centrum Kuźnicy kursują tylko dwa razy dziennie i bilety na przejazd kosztują czterokrotnie drożej.

Do granicy najlepiej dojechać własnym samochodem. Z daleka widać kolejkę TIR-ów oczekujących na wjazd do Polski. Mijamy ciężarówki i skręcamy na parking. I tu pierwsza niespodzianka – zapora z bloków betonowych. Żeby wjechać na parking, trzeba wykonać szereg manewrów: najpierw skręcić w lewo nie dojeżdżając 700 m do granicy na wysokości znaku drogowego wskazującego skręt na Indurę i Grodno, ale żadnej informacji o tym nigdzie nie ma. Należy zawrócić i objechać dookoła. Przy bramie informacja o tym, że parking płatny, jednak nikt opłat nie pobiera. Jakiś kierowca podpowiada, że na tym parkingu samochód można zaparkować bezpłatnie.

Pogranicznik: Idą non stop, nawet nocą

Pięć minut marszu, mijamy TIR-y i znajdujemy się przy szlabanie. Dyżurny funkcjonariusz tłumaczy, że po stronie białoruskiej trzeba przemieszczać się wzdłuż samochodów. Opowiada, że w ciągu jednej zmiany odprawia ok. 300 osób.

Idą bez przerwy, nawet nocą” – mówi młody funkcjonariusz dodając, że ograniczeń dla „chodziarzy” na razie nie ma. I rzeczywiście, przed nami i za nami idą piesi, przeważnie młodzież. Odpowiedzi na pytanie, dlaczego idą na piechotę, unikają.

Jesteśmy turystami,- mówią chłopaki ubrani na sportowo z torbami na ramieniu, – zapytajcie lepiej tamtych, wszystko wam opowiedzą”.

Za jakąś godzinę spotykamy kolejną parę „chodziarzy” już po drugiej stronie granicy w sklepie. „Mamy swoje sprawy, a kto i po co idzie – nie wiemy”- odpowiadają.

Pasów dla pieszych brak

W weekendy ruch niewielki. Są chodniki, ale zasypane śniegiem tak, że iść się nie da.

By dojść do punktu kontroli paszportowej – trzeba mijać jadące samochody, a pasy dla pieszych są nie wszędzie. Kolejka do odprawy paszportowej wspólna z pasażerami aut. Kierowcy aut irytują się, że piesi nie ustawiają się na końcu kolejki, tylko za pasażerami pierwszego auta.

Odprawa paszportowa zajmuje kilka minut. W drodze na polską stronę jest możliwość zrobienia zakupów w dwóch sklepach wolnocłowych. Przy wejściu do sklepów wisi informacji o obowiązujących ograniczeniach na wwóz na teren UE wyrobów alkoholowych i tytoniowych – 2 paczki papierosów ( 40 sztuk), 1 litr wódki lub 2 litry napojów alkoholowych o zawartości alkoholu poniżej 22% oraz 16 litrów piwa.

Oprócz tego sklepy oferują szeroki asortyment kosmetyków, perfum oraz słodyczy. Ceny są podane w euro i płacić w euro najbardziej się opłaca. Stali klienci sklepów tłumaczą, że płacąc w rublach białoruskich według kursu sklepowego przepłaca się dwukrotnie.

Ekspedientka skanuje paszporty, ponieważ w drodze powrotnej na Białoruś nie wolno zaopatrywać się w sklepach wolnocłowych.

Po zakupach w kierunku polskie bramki znowu trzeba lawirować między samochodami.

Po raz pierwszy?- pyta ze zdziwieniem oficer Polskiej straży granicznej wskazując właściwą bramkę. I rzeczywiście wszystkie bramki są oznakowane właściwymi znakami i napisami w języku polskim.

Odprawa paszportowa, potem celna i standardowe pytanie: „Papierosy, alkohol?” Długi korytarz, wysoki płot, kilkadziesiąt metrów marszu, kolejny płot – tym razem metalowy z monitoringiem. Nieopodal funkcjonariusz tresuje psa. Na modernizację tego przejścia polska strona wydała 300 tys. dolarów. Cała podróż z jednego końca przejścia na drugi wraz z odprawami i wizytą w sklepie wolnocłowym trwała około godziny.

„Na podsadkę” biorą jak dawniej

Nie widać chętnych łapiących „stopa” w kierunku Białegostoku. Na skrzyżowaniu jedna kobieta łapie okazję w kierunku Grodna. Zatrzymuje się samochód, krotka rozmowa i kierowca zabiera ją w stronę przejścia z Białorusią.

Z Kuźnicy do Białegostoku codziennie oprócz niedzieli co pół godziny kursują autobusy.

Piesze przejście graniczne znacznie ułatwiło życie sprzedawcom i klientom. Użytkownicy Internetu zamawiając zakupy w sklepach internetowych jako adres dostawy mogą podać adres poczty w Kuźnicy, skąd łatwo odbiorą zamówienie.

W Kuźnicy nawet w niedzielę czynne różne sklepy, jest kantor, jednak mieszkańcy Grodna i okolicy marzą o dużym centrum handlowym.

Powrót na Białoruś zajął o połowę mniej czasu. Towarów do oclenia nie było, załatwiać zwrotu VAT tez nie było potrzeby. Odprawy, stemple i reszta formalności zajęły ok. 30 min.

Polsko- białoruskie porozumienie w sprawie międzynarodowego ruchu osobowego pieszych istnieje od połowy lat 90. Jednak w praktyce działa dopiero od Nowego Roku. Strona polska wyposażyła i uruchomiła pierwsze przejście dla pieszych, tylko żadnego Polaka, który chciałyby się udać pieszo na Białoruś tego dna na przejściu granicznym nie było.

NF/KR/Biełsat

Zobacz też
Komentarze