STARowiny: Białorusi sto lat temu jeździli za pracą do Ameryki


Dzisiaj problem emigracji zarobkowej Białorusinów, którzy jeżdżą na zarobek do Rosji, ale też do UE jest szeroko dyskutowany w białoruskich mediach. Przed 100 laty Białorusini też wyjeżdżali za granicę w poszukiwaniu lepszego losu.

STARowiny. Nowiny, które stały się historią

Jak żyli Białorusini 100 lat temu. Co jedli, jak się ubierali. Czym się cieszyli i martwili? Historia to nie tylko wojny i daty. W podróż po białoruskiej codzienności sprzed 100 lat zaprasza grodzieński profesor Wiaczesłau Szwed.

100 lat temu popularnym kierunkiem białoruskich gastarbeiterów była Ameryka. „Mówią, że w Ameryce wszyscy są bogaci, a na każdym płocie wiszą bliny” – pisał korespondent gazety „Nasza Niwa” O. Semigalski. W 1912 r. do Ameryki miało wyjechać ponad 20 tys. Białorusinów.

Plotki o bogactwie Ameryki to efekt pracy agentów, który jeździli po wioskach i rozdawali ulotki i książki, w których opisywano „bogactwo amerykańskiego życia”.

Wyjechać do Ameryki nie było łatwo, trzeba było posiadać paszport, który wydawany był na pół roku, a za przedłużenie należało zapłacić 30 rubli. Należało też odwiedzić miejscowego lekarza, który decydował, czy dana osoba nadaje się do morskiej podróży. Bywało bowiem, że portowy lekarz mógł nie wpuścić podróżnego na pokład, i odesłać go do domu. Na początek trzeba było tez dysponować sumą 50 rubli.

Tylko do dobrych znajomych

Semigalski radził „jechać tylko wtedy, gdy mają tam dobrych znajomych, którym można ufać, którzy nie sprzedadzą człowieka jak bydło do niewoli i którzy napiszą, że na miejscu można znaleźć pracę.” (nr. 5, s. 3). Gazeta radziła jechać tylko do Ameryki Północnej.

Co działo się z ludźmi, którzy wrócili z pracy za oceanem? „Dziewięciu na dziesięciu przepija swoje pieniądze i znowu wyjeżdżają do Ameryki. W Ameryce czują się wolni, nikogo się nie wstydzą i żyją tak jak chcą. Odzwyczajają się od roli, od żon, dzieci. Pieniędzy nie szanują i nie wiedzą, na co je wydać” – pisał grodzieński korespondent ukrywający się pod pseudonimem Dzied Michaś (nr. 17. s. 4). Niektórzy tracili zdrowie pracując w ciężkich warunkach w amerykańskich fabrykach. Bywały tez przypadki, że ktoś sprzedał gospodarstwo, a na koniec nie wpuszczono go na statek i wracał na tułaczkę.

Nauka gospodarności

Ile można było przywieźć pieniędzy z Ameryki? Według A. Ułasawa w ciągu 2-3 lat pracujący w USA Białorusin przesyłał do domu ok. 900 dol., w ciągu 3-4 lata 1000-1500 dol. (nr 42, s. 2). Wspominany Dzied Michaś pisał: „Wielu przesyła do nas pieniądze z Ameryki i umieszczają w kasach oszczędnościowych. To znaczy, że dla naszego carstwa emigracja do Ameryki jest korzystna. Wydaje się, że tych migrantów, którzy wysyłają do domu dużo pieniędzy, należy jakoś nagrodzić i pozwolić im tam pojechać bez paszportu, jak do innych krajów. W ten sposób zwiększy się napływ pieniędzy, a naród nauczy się gospodarnego życia i oszczędzania” (№ 21, с. 2).

Alternatywą dla Ameryki było Cesarstwo Niemieckie, gdzie potrzebowano robotników do plac polowych. Za jeden sezon pracy można było przywieść 150 rubli.

Wiaczesłau Szwed

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze