Łukaszenka „pogrzebie” białostocki handel


Po zapowiedzi prezydenta Białorusi, że jej obywatele mieliby płacić studolarowy podatek od zakupów dokonywanych poza krajem, białostoccy handlowcy zaczęli się obawiać o swoje obroty. Nie od dziś wiadomo, że sąsiedzi zza wschodniej granicy zostawiają na Podlasiu grube miliony.

Białystok zakupową mekką Białorusinów

Białorusini to świetni klienci galerii handlowych, sklepów budowlanych, ale i bazaru przy Kawaleryjskiej. Autokary na białoruskich tablicach pod galeriami to już stały widok. A o tym, że Białystok jest zakupową mekką dla naszych sąsiadów, świadczyć może specjalny portal internetowy w języku białoruskim poświęcony wszystkim obiektom handlowym, bazie noclegowej i dojazdom do Białegostoku.

Wiele powstających inwestycji handlowych w mieście jest nastawionych właśnie na czerpanie zysku z przygranicznego położenia – to park handlowy Kwadrat z całodobowym Tesco i budowlanym OBI, dwa centra outletowe i dwie kolejne galerie handlowe w ścisłym centrum. Zagraniczni goście są też dobrymi klientami budowlanych sieciówek jak Leroy Merlin i Castorama.

– Ta zmiana uderzy w cały region. Będzie nam ich brakować, ale nie mamy wpływu na polityczną decyzję i będziemy musieli sobie z tym jakoś radzić – mówi Wojciech Borkowski, dyrektor sklepu Media Markt w Białymstoku.

Bazar przy Kawaleryjskiej Białorusinami stoi

Z zakupów Białorusinów zyski czerpią też drobni przedsiębiorcy prowadzący stragany na bazarze przy Kawaleryjskiej. Jak mówią sprzedawcy, sąsiedzi kupują po prostu wszystko.

W ostatnich latach jest ich i tak nieco mniej, bo bardziej interesują ich już znane marki. Ale wciąż 6 na 10 klientów to u mnie Białorusini, więc naprawdę nie wiem, co się stanie, gdy Łukaszenka wprowadzi te ograniczenia – mówi wprost pani Ewa, która sprzedaje odzież damską.

Żyje z nich cały Białystok, od Biedronek i sklepów Lidl po galerie handlowe, także i my. Bez nich byłoby krucho – dodaje pani Anna.

Ucierpią jak zawsze… mniej zamożni

Kupiłem telewizor i pralkę, trochę drobniejszego sprzętu, jedzenie, bo u nas takich produktów nie ma i kolejny przyjazd planowałem już przed świętami. Ale nie wiem, jak to będzie, czy te zmiany wejdą, czy nie, z naszym prezydentem nigdy nic nie wiadomo. Pomysł jest głupi. Ale myślę, że ci, co wydawali u was naprawdę grube pieniądze, i tak przyjadą. Ci biedniejsi raczej nie – mówi pan Oleg, którego spotkaliśmy w galerii Atrium Biała. Do Białegostoku przyjechał na trzydniowe zakupy.

Jeśli zapowiedź Aleksandra Łukaszenki stanie się faktem i każda osoba wyjeżdżająca za granicę na zakupy musiałaby zapłacić po 100 dolarów, to jasne jest, że wyjazdy te w znacznym stopniu zostaną ograniczone. Z wyjazdów zrezygnują osoby, przyjeżdżające do Polski na drobne zakupy i dla których zapłacenie prezydenckiego haraczu będzie zbyt wielkim wydatkiem.

KR/Biełsat/ bialystok.gazeta.pl

Zobacz też
Komentarze