Cło wyjazdowe dla Białorusinów to nie żart. Sprawą zajmuje sie białoruski wicepremier


Białoruskie władze zabrały się do wprowadzania w życie polecenia Aleksandra Łukaszenki, który ostatnio zażyczył sobie, by osoby wyjeżdżające za granicę w celu zakupu „barachła” zapłaciły państwu dodatkowo 100 dolarów. Do wykonania polecenia prezydenta wydelegowana wicepremiera Piotra Prakapowicza, b. szefa Banku Narodowego.

Piotr Nieprawdomówny

Prakapowicz zasłynął w czasach szefowania białoruskim Bankiem Narodowych pozowaniem razem z Łukaszenką i jego najmłodszym synem Kolą na tle piramidy sztab złota. Miał być to dowód, że kraj ma ogromne rezerwy. w związku z tym nie może dojść do krachu białoruskiego rubla – o czym zresztą osobiście zapewniał. Kilka miesięcy później białoruskie władze zdewaluowały narodową walutę o 60 proc. a szef banku udał się na urlop zdrowotny.

Teraz głowa państwa powierzyła mu równie niewdzięczne zadanie narzucenia setkom tysięcy Białorusinów, masowo robiących zakupy w Polsce i innych graniczących z Białorusią państwach UE podatku wyjazdowego w wysokości 100 dol.

Może nie dla turystów?

Prakapowicz wprawdzie usiłuje uspokajać tych, którzy wyjeżdżają za granicę w celach turystycznych. „Kwestie dotyczące wprowadzenia cła dla tych Białorusinów, którzy wyjeżdżają za granice, planujemy rozpracować w ciągu najbliższego miesiąca – półtora. Przy tym nie musi to dotyczyć turystów” – cytuje słowa wicepremiera Biełta.

Ile zarobi budżet?

Według białoruskich pograniczników w ub. roku Białorusini wyjechali za granicę z wyłączeniem Rosji, gdzie można wjechać bez kontroli granicznej 8,4 mln razy. Nawet jeśli nowe cło zostanie zapłacone w przypadku połowy wyjazdów – do budżetu trafi dodatkowe 420 mln. dol.

Zdaniem białoruskiego ekonomisty Aleksandra Sinkiewicza – pomysł zarabiania na wyjeżdżających to potwierdzenie tragicznej sytuacji w dziedzinie krajowego eksportu. Problemy ze sprzedażą białoruskich towarów za granicą wynikają m.in. z epidemii afrykańskiego pomoru świń uderzającego w sprzedaż mięsa, oraz konfliktu wokół rozpadu współpracy miedzy białoruskim i rosyjskim przedsiębiorstwem potasowym. Sprzedaż potasu dostarcza białoruskiemu budżetowi nawet 3 mld dol. Obecnie jednak rynek zamarł w oczekiwaniu na rozwój sytuacji. Łukaszenka narzekał właśnie, że Białorusini zamiast kupować miejscowe towary jeżdżą do EU po „barachło” i wydają na nie nawet 3 mld. dol. Planowany podatek ma na celu również sprawienie, by zagraniczne zakupy stały się nieopłacalne.

Historia się powtarza

Białoruskiemu rządowi w przeszłości udało się już znacznie ograniczyć import używanych samochodów z UE poprzez wprowadzenie wysokich ceł wjazdowych, przez co cena na używany samochód mogła wzrosnąć nawet pięciokrotnie. Nowe przepisy były efektem podpisania umowy o Unii Celnej z Rosja i Kazachstanem i postrzegane były jako narzędzie ochrony przede wszystkim rosyjskiego przemysłu samochodowego.

Reakcja Białorusinów

Wprowadzenie ceł może stać się jednym z najbardziej niepopularnych posunięć białoruskich władz – na równi z podwyższeniem cen na samochody i dewaluacji w 2011 r. Wszystko to odbywa się w atmosferze zapowiadanych cięć w wojsku, nauce i sporcie. Białorusini już śmieją się z planów władz prognozując, że wkrótce za wyście z domu trzeba będzie płacić. Ciekawą interpretację nowego prawa przedstawił wpływowy mer Mińska Mikołaj Ładućka, który podkreślił, że podatek będzie opłatą za korzystanie z dotowanego na Białorusi transportu, i że rozwiązanie będzie sprzyjało większości Białorusinów, którzy nigdzie nie jeżdżą.

Jb/Biełsat

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze