Ormiański budżet zapłacił za rozrywkę syna Łukaszenki


Białoruski prezydent ma w zwyczaju na oficjalne wizyty zabierać swojego 8,5 letniego syna Kolę. Chłopiec jest traktowany jako członek oficjalnej delegacji. Niezależne ormiańskie media wykryły, że podczas wizyty białoruskiej delegacji w połowie maja br. rząd Armenii wydał na przyjęcie syna Łukaszenki pół tysiąca dolarów.
Dziennikarze gazety „Ajkam żamanak” dotarli do dokumentu, informującego o umowie jaką zawarł szef protokołu państwowego Wardan Asojan z centrum rozrywki „Play City” w Erewaniu na sumę 500 dol. Według umowy Kola miał 6 razy skorzystać z usług autodromu (samochodów elektrycznych), 11 razy z automatów do gier, dwa razy odwiedził kino 7D, przejechał 19 okrążeń na torze kartingowym. Ponadto w kompleksie rozrywkowym „Walensja” odwiedził strzelnicę sportową. Wszytko to kosztowało ponad 480 dol.
„Sprawa oczywiście nie w zapłaconej sumie. Chodzi o wyobrażenia naszych urzędników nt. budżetu państwowego. Według nich 9 letni syn Łukaszenki – to członek oficjalnej delegacji, tak jak premier czy minister i za jego rozrywkę trzeba płacić budżetowymi pieniędzmi”. Zdaniem dziennikarzy „Jakan żamnak” urzędnicy uznali, że to podkreśli wagę małego gościa.

Następca tronu?
8,5 letni Kola jest uczestnikiem świąt państwowych, gospodarskich wizyt i podróży zagranicznych – tata zabrał go nawet na stację metra, gdzie dwie godziny wcześniej miał miejsce zamach terrorystyczny. Obecność małego dziecka w otoczeniu prezydenta ma ocieplić jego wizerunek, jednak większość mediów niezależnych spekuluje, że ma on zastąpić za kilkanaście lat na stanowisku ojca. Łukaszenka na ten temat wypowiada się rozmaicie, raz potwierdza, że przekaże pałeczkę w sztafecie synowi, a innym razem, że nie zamierza stworzyć dynastii.
jb/biełsat/charter97.org
www.belsat.eu/pl
Zobacz też
Komentarze