Młoda białoruska kultura wychodzi z podziemia


Niezależna inicjatywa o nazwie Art Siadziba, stworzona przez grupę młodych Białorusinów, by promować kulturę białoruską, kontynuuje działalność mimo wszelkich trudności. Gdy uniemożliwiono jej prowadzenie w Mińsku własnego lokalu, przeniosła się do internetu.

Biuro w internecie

W tym tygodniu Art Siadziba uruchomiła swoją stronę internetową, która – wobec trudności z wynajęciem lokalu w mieście – będzie pełnić rolę jej biura. Dyrektor Pawieł Bieławus zapowiada organizowanie własnych imprez, a także pomaganie w ich przeprowadzaniu innym. „Koncepcja zasadza się przede wszystkim na tym, by spróbować wspierać twórcze inicjatywy w języku białoruskim” – powiedział.

Art Siadziba została otwarta w wynajętym lokalu zimą 2011 r. Organizowała własne imprezy: wystawy, spotkania literackie czy koncerty, ale była także miejscem, gdzie młodzi ludzie mogli po prostu przyjść i spędzać czas. Szybko zaczęła się cieszyć popularnością. „Jako pierwsi stworzyliśmy na Białorusi precedens w postaci otwartej placówki kulturalnej, gdzie każdy może przyjść i zaproponować własny pomysł czy coś zorganizować, bezpłatnie lub na zasadzie dobrowolnego wkładu” – mówi Bieławus.

Białoruska czyli opozycyjna

Żywot inicjatywy w tej formie nie był długi. „Ponieważ cały czas słychać było u nas język białoruski i odbywały się białoruskojęzyczne imprezy, zaczęli nas wiązać z opozycją i organizacjami politycznymi, chociaż od początku działaliśmy jako inicjatywa kulturalna” – opowiada Bieławus. Latem 2012 r. właściciel lokalu zerwał z Art Siadzibą umowę. Dwie kolejne próby otwarcia własnego lokalu zakończyły się fiaskiem jeszcze przed jego uruchomieniem.

Teraz Art Siadziba prowadzi działalność już nie jako otwarta placówka, tylko agencja społeczna. Nadal organizuje własne imprezy, takie jak duży koncert w znanym mińskim klubie Re:Public, na którym pod koniec maja kilka białoruskich zespołów zaprezentowało swoje nowe programy, i pomaga organizacyjnie innym. Szuka też funduszy, by pomagać białoruskim zespołom wydawać płyty albo realizować klipy.

I wreszcie, strona artsiadziba.by zawiera informacje o inicjatywach, kampaniach kulturalnych, przedsięwzięciach muzycznych, literackich, plastycznych i społecznych na Białorusi.

Wśród różnych inicjatyw Art Siadziby była kampania „KlipzaMowu” (Klip na rzecz języka), w ramach którego przeprowadzono konkurs na najlepszą piosenkę w języku białoruskim. W głosowaniu na falach Europejskiego Radia dla Białorusi zwyciężył zespół Ili-Ili z piosenką „Tańczyć”, a nagrodą było zrealizowanie do niej klipu.

Szanujcie historyczną flagę!

Teraz na stronie Art Siadziby uruchomiono kampanię na rzecz włączenia historycznej biało-czerwono-białej flagi białoruskiej do państwowego spisu dóbr kulturalno-historycznych. Zamieszczony w internecie apel w tej sprawie można podpisać i wysłać na skrytkę pocztową agencji.

„W apelu napisaliśmy m.in., że pierwszy i obecny prezydent Białorusi (Aleksandr Łukaszenka) składał przysięgę właśnie pod tą flagą, jest to więc oczywiste dziedzictwo historyczne. Chcemy przy okazji przekonać się o stopniu aktywności Białorusinów – czy ta sprawa jest dla nich ważna, czy będzie dużo podpisów. Dziś, jeśli ktoś na Białorusi wyjdzie na ulicę z biało-czerwono-białą flagą, automatycznie dostaje 15 dni aresztu” – mówi Bieławus.

Biało-czerwono-biała flaga była oficjalną flagą państwową Białorusi w latach 1918-1919 oraz 1991-1995. W 1995 r. z inicjatywy nowo wybranego prezydenta Łukaszenki odbyło się referendum, w wyniku którego zmieniono ją na sowiecką z niewielkimi modyfikacjami: z czerwono-zielonej flagi zniknęły sierp i młot oraz pięcioramienna gwiazda. Biało-czerwono-białej flagi używają obecnie m.in. białoruskie środowiska opozycyjne. Władze zezwalają niekiedy na jej używanie na niezależnych demonstracjach, ale też karzą za jej eksponowanie bez zezwolenia.

Z on-line do realu

Bieławus zwraca uwagę, że w ostatnim czasie białoruska młodzież bardzo wyraźnie zwróciła się do internetu, co wynika ze światowego trendu, ale też z sytuacji w kraju. „Na Białorusi człowiekowi łatwiej zainicjować jakąś akcję w internecie niż zorganizować ja na żywo.(…) W pewnym sensie internet gasi realną działalność. Jedną z naszych idei jest to, by ludzi wyciągać ze świata on-line do rzeczywistości off-line” – podkreśla.

Jb/Biełsat/pap

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze