Kiedyś zainwestował na Białorusi – dziś musi zapłacić 2,6 mln zł polskiemu komornikowi


Oskar Smulski był wójtem w gminie Sławoborze w Zachodniopomorskim. Po tym, gdy zakończył karierę w polityce, postanowił zająć się tym, co robił najlepiej – organizowaniem inwestycji. Zły los sprawił, że zaangażował się w budowę dwóch fabryk na Białorusi. Inwestycje okazały się fiaskiem – biznesmen częściowo stracił zainwestowane pieniądze a do tego białoruski sąd skazał go na grzywnę w wysokości 800 tys. dol. Niedawno w jego biurze pojawił się polski komornik, który na podstawie decyzji polskiego sądu został zobowiązany do wykonania wyroku. Problem w tym, że, jak utrzymuje pechowy biznesmen, białoruski sąd podjął decyzję bez dopuszczenia do procesu przedstawiciela firmy i świadków obrony. Właściciel Bio-Eko przepłacił historię załamaniem nerwowym i walczy o odzyskanie reputacji.

Łukaszenka „daje prikaz”

„Zawsze rzucałem się na rzeczy o dużej skali. Gdy jako starosta organizowałem w gminie budowę kopalni ropy i gazu , też patrzono na mnie dziwnie – teraz to największy płatnik podatków w gminie”- odpowiada zapytany, dlaczego postanowił zając się inwestycjami na Białorusi. W 2008 spotkał się z Konsulem Generalnym RB w Białymstoku Michaiłem Aleksejczykiem, który zachęcał go do inwestowania w swoim kraju. Sprawa wyglądała zachęcająco, bo białoruski prezydent „trąbił” na lewo i na prawo o potrzebie przyciągania zagranicznych inwestycji i nowoczesnych technologii. Budowa pieczarkarni weszła w skład 10 najważniejszych inwestycji na Białorusi i wydawało się, że ma błogosławieństwo od samego szefa państwa.

Bio-eko zaprosiło przedstawicieli grodzieńskiego rejonu do Kołobrzegu, by pokazać im, jak wyglądają zakłady, które mogłyby powstać na Białorusi. Szef obwodu Uładzimir Sauczanka utrzymywał, że jest przyjacielem Łukaszenki i dysponuje środkami na wybudowanie fabryki. Bio-eko wygrała przetarg na zbudowanie pieczarkarni za 30 mln. zł. o mocach produkcyjnych 10 ton grzybów dziennie i za 20 mln. zł. koniecznej do jej funkcjonowania kompostowni. W październiku 2008 r. podpisano umowę, w której zamawiający zobowiązywał się do zapłaty 30 proc. zaliczki co jest standardową procedurą w zawieraniu kontraktów z partnerami ze Wschodu.

Miłe złego początki

Na początku wszystko szło bardzo dobrze. Do współpracy zaproszono znanego architekta Lecha Wojtasika oraz wiodąca firmę dostarczającą wyposażenie pieczarkarni Champion. Firmie udało się przezwyciężyć biurokratyczne trudności i uzyskać ekspertyzę białoruskiego ministerstwa budownictwa – równoważne z pozwoleniem na budowę. Władze obwodu grodzieńskiego zapłaciły również pierwsza transzę w wysokości 2.6 mln. zł (800 tys. dol.) za przekazanie planów budowy pieczarkarni i kompostowni. I nagle okazało się, że tak naprawdę obwód nie ma środków na budowę obiektów i do tego zapłacona rata pochodziła z funduszy nie przeznaczonych na inwestycje – czyli, według białoruskiego prawa, została zdefraudowana. Białoruski partner również nie miał komu przekazać inwestycji do zarządzania.

Nad inwestycja zaczęły gromadzić się chmury – w BRE Banku, który zajmował się kredytowaniem polskich inwestycji na Białorusi, oświadczono, ze Białoruś nie spłaca odsetek i związku z tym bank nie może otworzyć linii kredytowej pod kolejny projekt. W rezultacie okazało się, że miejscowe władze naruszyły dyscyplinę budżetową nie mając ani finansowania inwestycji, ani zarządcy dla przyszłej inwestycji. Przedstawiciele władz, według dyrektora Bio-eko, fałszowali dokumenty, kłamali, że przekazują środki do białoruskiego banku Biełagropormbanku – który obsługiwał inwestycje po białoruskiej stronie. Na argument, że przecież jest umowa i harmonogram, dyrektor zarządu budownictwa obwodu grodzieńskiego Walery Kasarou miał stwierdzić, „że papier to papier a życie to życie”

Spotkanie w Augustowie

Kasarou po wpłaceniu pierwszej transzy pieniędzy stał się bardzo nerwowy. „Na początku 2010 r. nagle oświadczył nam, że musimy się spotkać w Augustowie, żeby omówić sprawę. Tam na ulicy zaczął na grozić, że jak nie wybudujemy fabryki z własnych środków albo nie oddamy otrzymanych już pieniędzy – sprawa trafi do sądu,” – mówi dyrektor ds. inwestycji polskiej firmy Agnieszka Olbrycht. Potem białoruscy urzędnicy jeszcze przez pół roku dalej namawiali polską firmę do zakończenia budowy na własny koszt. Jednak w międzyczasie wyszła sprawa Terravity, której fabrykę słodyczy w Mińsku przejęto na podstawie sfałszowanych dokumentów i firma utopiła milion dolarów.

„Odmówiliśmy budowania za własne pieniądze i wycofaliśmy pracowników, choć przygotowaliśmy dwa place budowy, przewieźliśmy kontenery mieszkalne, część materiałów budowlanych potrzebnych do wylania fundamentów – wszystko to przepadło,” – podkreśla dyrektor firmy Oskar Smulski, który przypomina, że Białorusini podpisali protokół odbioru części robót, jednak nigdy nie zapłacili.

Sąd i wyrok

Sprawa trafiła do grodzieńskiego sądu. Według Smulskiego, na początku sprawą zajmowała się sędzia, która wykazywała pewne zrozumienie dla polskiej firmy, jednak szybko została odsunięta. Dyrektor firmy bał się pojechać na Białoruś w obawie przed aresztowaniem – interesy Bio-Eko miał reprezentować przez sądem dyrektor białoruskiego oddziału – Białorusin z Grodna.

„Chcieliśmy przedstawić dokumenty i wezwać świadków – Pana Kasarowa, gubernatora i urzędników zaangażowanych w rozmowy z nami. Sędzia powiedział mojemu dyrektorowi, że żadnych świadków nie będzie i nie wpuścił go na salę. W lutym 2012 r. otrzymaliśmy wyrok za samowolne zejście z placu budowy, za co za każdy dzień naliczono mi karę – która dziwnym trafem wynosiła dokładnie tyle samo, ile Białorusini zapłacili na początku – czyli ok. 800 tys. dol. Co ciekawe, firma została pozwana jedynie za opóźnienia przy budowie pieczarkarni, choć przecież podobnie można było ja oskarżyć za zawalenie projektu kompostowni. Jednak tu grodzieńskie władze nie miały pretensji.”

Do pomieszczeń firmy weszła milicja, która skonfiskowała wszystkie dokumenty łącznie z projektem. Pracownicy byli przesłuchiwani przez KGB. Smulski podkreśla, że w sytuacji, w której jego białoruski dyrektor ma dwójkę dzieci i żonę, nie może go narażać. „Kasarou mówił mi, że oni takich spraw nie przegrywają, i że wyroki wydawane są na telefon. Gdy mówiłem coś o apelacji, powiedział, że w Mińsku wyrok będzie dokładnie taki sam, a jak będę podskakiwał to z tych 800 tys. dol. może zrobić się i 5 mln.”

W styczniu 2010 r. stanowisko stracił szef obwodu Uładimir Sauczanka, a jego następca w ogóle nie chciał słyszeć o jakimkolwiek współfinansowaniu inwestycji.

Polski komornik wykonuje białoruski wyrok

Niedawno do firmy przyszedł polski komornik z nakazem wykonania wyroku białoruskiego sądu. Białoruś i Polska maja podpisaną Umowę o pomocy prawnej w sprawach cywilnych i handlowych z 1994r . Polskiemu sądowi, by uznać wyrok swojego białoruskiego odpowiednika, wystarczyło jedynie stwierdzenie o prawomocności wyroku i zaświadczenie, że skazany został poinformowany o rozprawie. Firma ma niezwykle ograniczone możliwości odwołania się od wyroku białoruskiego sądu, a na sprawiedliwość na Białorusi nie liczy. Egzekucja komornicza jest w toku. Co więcej, polski sąd przy uznawaniu wyroku nie musi konsultować się na temat zasadności lub trybu wydawania wyroku np. z polskim przedstawicielstwem w Mińsk.

Umowa dwustronna zawarta była jeszcze w czasach, gdy wydawało się, że białoruski model systemu sprawiedliwości będzie ewaluował w kierunku zachodniego wzorca. W międzyczasie okazało się jednak, że jest inaczej a umowa została. W marcu br. prawnika Oskara Smulskiego znowu nawiedzili goście z Grodna i znowu nagabywali, żeby „oddał chociaż milion”, bo mu wytoczą kolejną sprawę.

Wioletta Olszewska z Wydział Komunikacji Społecznej i Promocji Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowała, że liczba wniosków z Białorusi, otrzymanych przez polskie Ministerstwo Sprawiedliwości nie jest duża, waha się od kilku do kilkunastu spraw rocznie. W 2013 r. nie wpłynęła jeszcze żadna sprawa. Ministerstwo jednak nie monitoruje informacji na temat ilości spraw skierowanych bezpośrednio do polskich sądów rejonowych.

Szef Wydziału Promocji Handlu I Inwestycji Wiesław Ambasady RP w Mińsku Wiesław Podkładek podkreśla, że polskie sądy zatwierdzają wyroki sądów białoruskich bez większej refleksji, a potem przekazują sprawę komornikowi. Podkreśla, że nikt nie zwracał się do ambasady w tej konkretnej sprawie. „Nie ma pewności, że polski sąd w ogóle przyjrzał się sprawie. Znając naszą praktykę sądową – otrzymali papier, podpisali i przekazali komornikowi, który chciał zarobić” – dodaje w rozmowie z Biełsatem.

Rzecznik prasowy sądu w Koszalinie – sędzia Sławomir Przykucki, podkreśla, że w dokumentach uzyskanych z grodzieńskiego sądu wszystko wyglądała jak najbardziej w porządku. Do rozprawy miał być dopuszczony przedstawiciel pozwanej firmy i miał otrzymać pełne prawo do obrony. Sędzia podkreśla, że skoro polska podpisała taką umowę, to nie ma powodu, by się do niej nie stosować.

„Nie inwestujcie na Białorusi!”

„Byłem zdruzgotany tą sytuacją i na pewien czas wycofałem się z życia biznesowego – kłopoty na Białorusi uderzyły w moje życie rodzinne,” – podkreśla Smulski. Biznesmen przestrzega inwestorów przed inwestowaniem na Białorusi. „Moje doświadczenia pokazują, że z tym krajem interesy można prowadzić tylko w jeden sposób: wy nam pieniądze – my wam towar – z reki do ręki”. W trakcie, gdy prowadziłem interesy z Białorusi, zaczęli wycofywać się poważni inwestorzy. Z budowy elektrowni zrezygnował Kulczyk, niemieccy inwestorzy również wycofali się z projektu budowy elektrowni wiatrowych. Niestety ja spostrzegłem się za późno,” – narzeka biznesmen

Wykonawca uciekł – projekt został

Budowa pieczarkarni dla grodzieńskich władz nie skończyła się na pierwszym podejściu. W ub. roku na stronie Grodzieńskiego Komitetu Wykonawczego pojawiła się specyfikacja nowego przetargu. Urzędnicy szukają chętnego, który w 100 proc. sfinansuje budowę zakładu. W rubryce „stan zaawansowania projektu” wpisano „Gotowy projekt architektoniczny, który otrzymał ekspertyzę państwową”. Jak dowiedzieliśmy się w urzędzie rejonowym w Grodnie, poszukiwania inwestora trwają. Tymczasem na placu budowy niszczeją wylane fundamenty.

Jakub Biernat/Biełsat

WWW.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze