Zapomniana rocznica zamachu w mińskim metrze?


Dwa lata temu tuż przed godziną 18 na stacji metra Kastrycznickaja wybuchł ładunek wybuchowy schowany pod jedną z masywnych ławek znajdującą się na peronie. W zamachu zginęło 12 osób i ponad sto zostało rannych. Dziś, pod tablicą pamiątkową umieszczoną przy wejściu do stacji, na której wydarzyła się tragedia kwiaty złożyło jedynie kilkanaście osób. Białoruskie media państwowe zdawkowo wspomniały o rocznicy. {movie}Zapis z kamer mińskiego metra, fot. belsat.eu|left|10161{/movie}

W ciągu doby od zamachu białoruska milicja zatrzymała dwójkę dwudziestopięciolatków z Witebska Zmiciera Kanawałaua i Uładzisława Kawalioua. Prawie od początku przedstawiciele białoruskich władz z prezydentem Łukaszenką na czele wypowiadali się z przekonaniem o winie zatrzymanych. Zostali oni oskarżeni również o zamachy bombowe, które miały miejsce w Witebsku w 2005 i 2008 r.

Proces toczył się przed Sadem Najwyższym Białorusi. Kanawałau w śledztwie przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów – jednak podczas procesu milczał. Kawaliou oświadczył, że jego zeznania zostały wymuszone. Sąd mimo licznych wątpliwości zgłaszanych przez obrońców praw człowieka i dziennikarzy analizujących materiały śledztwa skazał obydwu mężczyzn na karę śmierci. Wyrok wykonano – skazańców zabito strzałem w głowę – ich ciała pochowano w nieznanym miejscu.

W filmie Biełsatu „Strach w krainie spokoju” autorka filmu Kaciaryna Bortnik starają się odpowiedzieć czy w świetle tylu niejasności śledztwa wydany wyrok był sprawiedliwy i czy mieliśmy do czynienia z zabójstwem sadowym.{movie}Dokument o zamachu „Strach w krainie spokoju”, belsat.eu|right|10162{/movie}

Jb/Biełsat

WWW.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze