„Uważam Rze”: Tak mogłaby wyglądać wojna Polski z Białorusią


Jak mogłaby wyglądać militarna konfrontacja Polski z Białorusią? Nie najlepiej. W wyniku starcia zbrojnego, Polska straciłaby część terytorium na wschodzie. Nie mogłaby też liczyć na pomoc NATO i UE, gdyż nikt nie zechciałby „umierać za Białystok”. O sprawie pisze w najnowszym numerze „Uważam Rze” publicysta Witold Gładkij.

Jak przypomina autor, według „Globalnego wskaźnika militaryzacji 2012” tworzonego przez Bońskie Międzynarodowe Centrum Konwersji, wschodni sąsiad znalazł się na 16. miejscu, podczas gdy Polska od wielu lat utrzymuje się w okolicach 60. lokaty.

Gładkij pisze, że w 2007 roku białoruscy generałowie opracowali plan ataku na nasz kraj. Sztabowcy założyli, że w ciągu 12 godzin ich czołgi dojadą do Wisły i zagrożą Warszawie. Władze w Mińsku uznały, że w wyniku mediacji NATO, UE oraz Rosji doszłoby do zawieszenia broni. Polska strona także w 2007 roku przeprowadziła podobne symulacje. Ich wynik nie był jednak zbyt optymistyczny. Powodów jest kilka: najlepsze polskie jednostki przebywają poza granicami naszego kraju – w Afganistanie, tam też znajduje się niemal połowa z 300 transporterów opancerzonych Rosomak.

Jak pisze Gładkij w „Uważam Rze”, największym naszym atutem są Siły Powietrzne wyposażone w 48 samolotów F-16. Strona polska nie tylko zdołałaby powstrzymać natarcie wroga, ale także skutecznie kontratakować.

Zdaniem autora zaangażowanie Rosjan w konflikt miałoby charakter bardziej logistyczny i dyplomatyczny niż militarny. W podsumowaniu Witold Gładkij pisze, iż hipotetyczne starcie okazałoby się dla Polski fatalne. Wojnę przegralibyśmy zarówno na polu militarnym, jak i dyplomatycznym.

„Nasi partnerzy z UE i NATO zapewne nalegaliby na zawieszenie broni i pokojowe rozwiązanie konfliktu. Polski rząd, pozostawiony sam sobie, prawdopodobnie musiałby się na to zgodzić. Kosztem… utraty części terytorium” – konkluduje Witold Gładkij.

KR/Biełsat/ Onet.pl
www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze