Matka rozstrzelanego poszukuje ciała syna


Według białoruskiego obrońcy praw człowieka Ramana Kisljaka należy ustalić w jakiej instytucji wykonano wyrok śmierci na oskarżonych o dokonanie wybuchu w mińskim metrze.

Smutna rocznica

15 marca mija rok od wykonania kary śmierci nad skazanych za zamach terrorystyczny w Mińskim metrze Uładzisława Kawaliowa i Dzmitryja Kanawałowa. Choć na zawiadomieniu widnieje właśnie ta data, Lubou Kawaliowa matka Uładzisaława jest przekonana że wyrok wykonano w rzeczywistości kilka dni wcześniej. Kobieta zorganizował konferencję prasową w przeddzień oficjalnej rocznicy wykonania wyroku.

Matka podkreśliła, że nie zamierza zakończyć walki o odzyskanie ciała rozstrzelanego syna. Według białoruskiego prawa – rodzina rozstrzelanego nie otrzymuje ciała straconego i nie informacji o miejscu pochówku.

Raman Kisljak uważa, że wyrok mógł być wykonany w mińskim specjalnym areszcie śledczym nr. nr.1 (SIZO)znajdującym się w gestii MSW, gdzie „tradycyjnie” wykonywano wyroki, lub w areszcie KGB gdzie do końca przebywali. Służba prasowa KGB odmówiła potwierdzenia tego faktu dziennikarzom Biełsatu.

„Terroryści – pod ostrą kontrolą”

Były więzień polityczny Zmicier Bandarenka spędził kilka miesięcy w areszcie KGB nazywanym przez mieszkańców Mińska „amerykanką”. W jednej z wersji nazwa ta pochodzi jeszcze z czasów stalinowskich – kiedy w więzieniu przetrzymywano ludzi oskarżonych o szpiegostwo na rzecz USA. Opozycjonista podkreśla, że więźniowie nie mieli możliwości spotykania się, jednak łatwo było rozpoznać cele w których siedzieli Kowaliou i Kanawałau. „To były pojedyncze cele – karcery na zewnątrz, których znajdowały się rzeczy więźniów” – mówi w rozmowie z Biełsatem.

Na początku marca 2011 r. w więzieniu zelżała atmosfera wobec więźniów politycznych, których na przesłuchania przestali konwojować ludzie w czarnych kominiarkach. Jednak do podejrzewanych o terroryzm dalej służba więzienna odnosiła się bardzo ostro. „Można było usłyszeć to w krzykach i ostrych komendach wydawanych chłopcom” – dodaje Bandarenka.

Wyrok – strzał w głowę

Zdaniem białoruskiego obrońcy praw człowieka Walencina Stefanowicza białoruskie prawo nie określa miejsca wykonania wyroku – wynika to z instrukcji wewnętrznych. Aktywista przypomina, że b. szef mińskiego wiezienia Aleksej Alkajeu w swojej książce „Odział egzekucyjny” pisał, że wyroki jeszcze od czasów sowieckich wykonuje się w mińskim więzieniu nr 1. Jest tam specjalny korytarz śmierci na końcu którego znajduje się specjalny pokój, gdzie skazańcowi strzela się w głowę.

Stefanowicz podkreśla, że w 1999 r. Komitet Praw Człowieka ONZ nazwał proceder niewydawania ciał rozstrzelanych i nieinformowania rodziny o miejscu pochowania nieludzkim traktowaniem i torturami.

Tymczasem Kowaliowa otrzymała odpowiedź od przewodniczącego Sądu Najwyższego Walencina Sukały na skargę Komitetu Praw Człowieka ONZ, który uznał, ze podczas procesu naruszono wiele procedur i zasugerował rehabilitację więźniów.

Matka rozstrzelanego uważa, że większość Białorusinów chciałaby rezygnacji z kary śmierci. „Nie wiem w ogóle, co maja z tego władze. Jest to wbrew nawet normom religijnym, bo odbieranie życia człowiekowi to prawo jedynie Boga. A okazuje się, że nawet Bóg nie tego prawa” – powiedziała podczas konferencji

Jb/Biełsat

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze