Modlitwa Czarnobylska na deskach Teatru Studio


W piątek w warszawskim Teatrze Studio premiera adaptacji na podstawie ksiązki białoruskiej dziennikarki Świetłany Aleksiejewicz „Modlitwa Czarnobylska”. Jest to reportaż na podstawie rozmów, przeprowadzonych z osobami, które uczestniczyły w wydarzeniach Czarnobyla, a także przesiedleńcami, którzy powrócili na zakażone tereny wbrew nakazowi władz nie mogąc zaaklimatyzować się na nowym miejscu.

fot. Marta Ankiersztejnfot. Marta Ankiersztejn26 kwietnia 1986 roku pożar reaktora nr 4 elektrowni atomowej w Czarnobylu nieodwracalnie zmienił bieg historii. Joanna Szepkowska- reżyserka i odtwórczyni roli lekarki sięgnęła po książkę, chcąc pokazać nie tyle destrukcyjną silę katastrofy, lecz silę przetrwania i chęć do życia tych ludzi.

-To, w jaki sposób sobie radzą, że zaczynają znajdować w życiu zupełnie inne wartości, dostrzegać zupełnie inne rzeczy niż my dostrzegamy w naszej cywilizacji – o tym chciałabym opowiedzieć, o konstruktywnej sile mimo wszystko w takich najbardziej apokaliptycznych warunkach, dokąd wiele osób jednak wróciło – opowiada Szczepkowska.

Człowiek czarnobylski dużo filozofuje

U człowieka czarnożylskiego – takim mianem można określić mieszkańca skażonych terenów, o 180 stopni zmienia się hierarchia wartości: zupełnie inaczej zaczyna postrzegać świat i otoczenie, dużo filozofuje, ma więcej czasu na obcowanie z przyrodą. Mieszkańcy skażonych terenów są najbardziej dotknięci piętnem niewidzialnego wroga, jakim jest napromieniowanie radioaktywne, zapomniani lub celowo pomijani przez społeczeństwo inaczej traktują czas, inaczej traktują życie, zbyt wiele doświadczyli, by trwonić życie na konsumpcję. Odcięli się od radia, od telewizji, żyjąc tak jak żyli ich prapradziadowie. To jest inna jakość życia i warto o tej jakości wiedzieć, zwłaszcza że żyją oni równolegle z nami tu i teraz.

– Ci ludzie próbują we wszystkim znaleźć radosną stronę życia, na przykład w dostrzeganiu mrówek. Może to brzmi bardzo sentymentalnie, ale oni chętnie mówią o tym, że, na przykład, sroka przeleciała, bo dla nich jest to znak, że powietrze dzisiaj jest zdrowsze niż wczoraj. To, że przyleciał ptak – to nie tylko ładny widok a konkret – dodaje reżyserka.

Szepkowska przyznaje, że przy adaptacji tekstu było bardzo dużo pracy i bardzo dużo trudnych wyborów, ponieważ w książce „Modlitwa Czarnobylska” praktycznie wszystko jest do wzięcia i wyrzucenie jakiegokolwiek zdania naprawdę boli.

Wielka miłość w złym czasie i złym miejscu

Bohaterzy spektaklu – osoby bezimienne kierują swe opowieści do uczestników wycieczki, którzy przyjechali zobaczyć miejsce katastrofy.

fot. Marta Ankiersztejnfot. Marta Ankiersztejn– Jestem żoną likwidatora, który gasił pożar w Czarnobylu – opowiada aktorka Natalia Rybicka. Młoda aktorka, jak sama o sobie mówi- rocznik Czarnobyla, do roli przygotowywała się słuchając opowieści rodziców.- Moja postać ma tutaj jakieś ekstremalne emocje. Jest to historia o wielkiej miłości i wytrwałości: ona jest z nim do samego końca, odpadają mu części ciała, pęka mu skóra, krztusi się własnymi wnętrznościami – moja bohaterka o tym wszystkim opowiada i do końca jest dzielna wierząc w tę miłość. Taka wielka miłość w złym czasie i złym miejscu – opowiada.

Chwile wzruszeń i ciężkich doświadczeń

Aktorzy zaangażowani w powstawanie spektaklu przyznają się, że po dwóch miesiącach przygotowań okrzepli psychicznie, jednak pierwsze próby były bardzo ciężkie.

– Przygotowując się oglądaliśmy materiały telewizyjne i teksty z tamtego okresu ze wszystkimi szczegółami – mówi aktor Krzysztof Strużycki. – Powiem bez żadnej kokieterii, że to było bardzo bolesne doświadczenie aktorskie. W tej chwili my żyjemy tymi postaciami. To jest spektakl niezwykle wzruszający. Są momenty, w których koledzy mówią swoje monologi, opowiadając swoje własne historie i przeżycia. Ja jako aktor łapie się na scenie na tym, że kręci mi się łza w oku. Niektóre rzeczy bardzo trudno jest wytrzymać. Myślę, że dla publiczności to będzie bardzo trudne doświadczenie – opowiada aktor, podkreślając, że największe trudności aktorom sprawiło nauczenie się białoruskich pieśni ludowych.

fot. Marta Ankiersztejnfot. Marta Ankiersztejn– Śpiewamy kilka białoruskich pieśni, są to gwarowe, lokalne elementy folkloru, bardzo trudne dla polskiej mowy. One są bardzo istotne dla oprawy spektaklu, nadając pewien klimat i będąc świadectwem tego, że w tych ludziach nigdy nie zniknęła potrzeba bycia razem. Przy tym wszystkim co się stało, przy tym całym okropnym zdarzeniu- dodaje Krzysztof Strużycki.

Premiera „Modlitwy Czarnobylskiej” już w najbliższy piątek. Kolejne spektakle 9 i 10 marca. Wsparcia finansowego udzieliło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Karolina Rusinowicz/ Biełsat

www.belsat.eu/pl

Zdjęcia: teatrstudio.pl

Zobacz też
Komentarze