Kutia, wianki, żeniaczka Ciareszki – czyli prawosławne Boże Narodzenie na Białorusi


Uroczystą kolacją z obowiązkową kutią rozpoczną Białorusini w niedzielny wieczór wigilijny obchody prawosławnego Bożego Narodzenia, które zakończą się w dzień Chrztu Pańskiego 19 stycznia. Jest to przede wszystkim święto rodzinne.

Wigilijny stół powinien być postny i zawierać 12 potraw, choć współcześnie nie wszyscy przestrzegają tej tradycji. Najważniejszym symbolem tej wieczerzy jest kutia, czyli gotowana kasza perłowa, doprawiana olejem.

„Tradycyjnie kutii nie wolno było próbować ani mieszać podczas gotowania. Zwyczaj ten symbolizował pełnię i całość – mówi folklorystka Tacciana Wałodzina z Instytutu Sztuki, Etnografii i Folkloru Narodowej Akademii Nauk Białorusi. – Urodziłam się w wiosce i jeszcze pamiętam, jak tam przyrządzano kutię. Mama wsypywała kaszę do garnka wieczorem poprzedniego dnia, a rano wstawiała do pieca. Tam gotowała się do obiadu bez mieszania”.

Na białoruskiej wsi jedzono tego dnia wszelkie potrawy z grzybów, np. duszone grzyby z cebulą. Stawiano też na wigilijnym stole dania z warzyw, np. ogórków czy kapusty, ale tradycyjnie były one bardzo proste, nie zawierały wielu składników. Obowiązkowy jest kompot z suszonych gruszek – jedyne słodkie danie na wigilijnym stole.

„Współcześnie na Białorusi każda rodzina ma własny zestaw potraw wigilijnych. Ja gotuję kutię z pieczarkami. Ale oczywiście kosztuję ją podczas gotowania. Gotuję też śledzia pod szubą i kompot z owoców. Teraz podaje się dużo owoców, które ułatwiają osiągnięcie liczby 12 dań” – mówi folklorystka.

Dawniej na wsi w kącie chaty, gdzie wisi ikona, składano sianko jako symbol ofiary na Boże Narodzenie i przykrywano je białym obrusem. Tam też stawiano garnuszek z kutią.

„W tradycji jak tylko pojawiały się pierwsze gwiazdy, gospodarz i gospodyni brali troszkę kutii na łyżkę i wołali: +Mrozie, mrozie, chodź jeść kutię. Latem nie jedz, siedź pod kłodą, a teraz chodź!+. Tę odrobinę kutii odstawiano dla zmarłych przodków na osobnym spodeczku w kącie z ikoną. Akt ten podkreślał, że cała rodzinna powinna zebrać się razem: żywi i ci, którzy wcześniej mieszkali w chacie” – tłumaczy Wałodzina.

Na Białorusi wigilijna wieczerza w odróżnieniu od tradycji w innych państwach przebiega wstrzemięźliwie i spokojnie. Nie pije się dużo alkoholu i nie śpiewa się. Nie rozdaje się też prezentów.

Swoistym prezentem było kiedyś przyjście do domu kolędników 7 grudnia. W całej Białorusi wykonywali oni pieśni, w których najczęstszym motywem były życzenia szczęścia, plonów i zdrowia. „Kolędnicy uosabiali posłańców wyższych sił. Jeśli nie trafili do którejś chaty, było to uznawane za zły znak” – podkreśla Wałodzina.

W kilku miejscach na północy Białorusi w obwodzie witebskim, np. w wiosce Anoszki, zachował się też 7 stycznia szczególny obrzęd – Żeniaczka Ciareszki. Ciareszka to mityczna postać białoruskiego folkloru, według naukowców wywodząca się od starożytnego opiekuna ślubów. Nie występuje w innych obrzędach.

Tego dnia zbiera się we wsi cała młodzież, która z góry dobiera się w pary. Wyłania spośród siebie Ojca i Matkę, którzy siadają w kącie pod ikoną i odprawiają symboliczny ślub wszystkich par po kolei. „Każda para po +ślubie+ rusza w pląsy. W końcu wszyscy siadają za stołem. To symboliczne zaślubiny całej młodej części społeczności, mające oznaczać początek czegoś nowego” – mówi folklorystka.

Na Białorusi tradycyjnie spożywano na Boże Narodzenie trzy uroczyste wieczerze – w wigilię, w tzw. Wieczór Szczodry przypadający w noc z 13 na 14 stycznia (14 stycznia to Nowy Rok zgodnie z kalendarzem juliańskim) oraz przed Chrztem Pańskim, w noc z 18 na 19 stycznia, zamykającym obchody prawosławnego Bożego Narodzenia.

W tradycji ludowej, gdzie obchody Bożego Narodzenia mają wiele komponentów pogańskich i zwane są Kaliadami, zachował się w rejonie berezyńskim w wiosce Nowiny zwyczaj pożegnania z Kaliadami, obchodzony 21 stycznia.

„Uważano, że każde święto ma swoje materialne oblicze – może przyjeżdżać, więc trzeba je także odprawić w drogę powrotną. Białorusini wyprawiają Kaliady na dąb. Tego dnia kobiety przynoszą snop, który nazywają Kaliadą, i stawiają na sanki. Całą procesją jest ciągnięty za wioskę, gdzie rośnie dąb. Chłopiec wchodzi na drzewo i wciąga snop na sznurze. Jeśli spadnie, trzeba iść do innego dębu. Po powieszeniu wokół drzewa chodzi korowód” – opowiada Wałodzina.

Kiedyś istniał też zwyczaj przeganiania Kaliad. Starym wiankiem zamiatano chatę, po czym kładziono na progu i rozrywano na trzy części ze słowami „Co się zszyło, niech się rozszyje, co się związało, niech się rozwiąże”. Resztki wianka wrzucano do pieca lub wynoszono na rozstaje, symbolicznie wypędzając w ten sposób z chaty całą biedę.

jb/Biełsat za PAP
www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze