Właściciele mieszkań w Mińsku boją się wynajmować


„Jeśli wynajął – zabierzcie mu mieszkanie” – na początku września Łukaszenka oświadczył, że należy zrobić porządek w białoruskiej stolicy – te groźby sprawiły, że ceny wynajmu gwałtownie podskoczyły.

„Jeśli wynajął – zabierzcie mu mieszkanie. Bo ma gdzie mieszkać – a my, czyli państwo, jeszcze drugie mu wybudowaliśmy. I on je wynajmuje – i zarabia po 200-300 a czasem i 500 dolarów miesięcznie w Mińsku!” – grzmiał Łukaszenka.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy ceny wynajmu mieszkań w Mińsku zwiększyły się średnio o sto dolarów, osiągając pułap 450 dolarów za trzypokojowe i 350 za dwupokojowe – poinformował w czwartek portal naviny.by. Ceny mieszkań blisko metra dochodzą do 800 dolarów. Mińscy agenci nieruchomości upatrują przyczyn tego zjawiska w spadającej podaży. Ich zdaniem to efekt wrześniowych nawoływań prezydenta Łukaszenki o zabieranie mieszkań tym, którzy drugie z posiadanych mieszkań wynajmują.

Po tych słowach prezydenta rynek wynajmu w nowobudowanych dzielnicach miasta zaczął się gwałtownie kurczyć. „W ciągu dwóch ostatnich miesięcy podaż się skurczyła. Jest to związane przede wszystkim z tym, że mieszkania, które znajdują się w dopiero co oddanych budynkach obecnie praktycznie nie są wynajmowane” – powiedziała szefowa departamentu wynajmu agencji nieruchomości „Twoja stolica” Natallia Radzienia. W sierpniu br. agencja ta zarejestrowała 570 propozycji wynajmu, we wrześniu – 430, w październiku – już tylko 370.

Trzeba przeczekać

W ustawodawstwie białoruskim nie ma prawnej możliwości zabierania mieszkania z powodu wynajmu, jednak Białorusini wolą dmuchać na zimne. Dyrektor firmy konsultingowej „Viva Kapital” Wadzim Taczkin uważa, że państwo może zażądać od właścicieli wynajmowanych mieszkań natychmiastowej spłaty ulgowego kredytu, otrzymanego na budowę mieszkania, lub też drogą administracyjną zamienić ulgowy kredyt mieszkaniowy na kredyt komercyjny z o wiele wyższymi odsetkami.

Taczkin uważa, że wyznaczony przez Łukaszenkę na 2 kwietnia przyszłego roku ostateczny termin „zaprowadzenia porządku” na rynku wynajmu spowoduje, że właściciele kilku mieszkań „będą woleli przeczekać czasy smuty”. Oficjalnie w niemal dwumilionowym Mińsku według państwowego rejestru nieruchomości jest 55 tysięcy właścicieli dwóch mieszkań oraz około 6 tysięcy – trzech i więcej mieszkań. De facto ta liczba jest znacznie wyższa, ponieważ drugie i kolejne mieszkania Białorusini – świadomi zakusów państwa na prywatną własność – wolą rejestrować na członków rodziny, a nie na siebie.

Michał Janczuk (TV Biełsat)

WWW.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze