CKW frekwencja 74 proc., opozycja: o połowę mniej


Szefowa Centralnej Komisji Wyborczej poinformowała, że głosowało trzy czwarte wyborców (74,3 proc.), obserwatorzy z ramienia opozycji uważają, że głosowało jedynie 38 proc. co ma świadczyć, że Białorusini w większości zbojkotowali wybory.

Na Białorusi deputowani do parlamentu są wybierani według ordynacji większościowej. Aby wybory były ważne w danym okręgu musi zagłosować ponad połowa wyborców. Zdaniem Jermoszyny jedynie w jednym okręgu wyborczym w obwodzie homelskim frekwencja nie przekroczyła 50 proc., i tam według prawa zostanie przeprowadzana II tura. Przewodnicząca CKW pytana, czy został wybrany jakikolwiek opozycyjny kandydat, odpowiedziała, że w to wątpi.

Opozycja: „naród zbojkotował:

Zdaniem obserwatorów opozycyjnej Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji działających w ramach akcji „O sprawiedliwe wybory” frekwencja wyniosła jedynie 38 proc. Poinformował o tym jeden z liderów BChD Dzianis Sadowskij.

Opozycyjne ugrupowania Białoruski Front Ludowy i Zjednoczona Partia Obywatelska wezwały do bojkotu wyborów w proteście przeciwko przetrzymywaniu więźniów politycznych i oszustwom wyborczym.

„Oni są tchórzami, którzy nie mają nic do powiedzenia ludziom”- oświadczył prezydent Łukaszenka komentując wycofanie opozycyjnych kandydatów z list wyborczych .

„Niezależni kandydaci”

Liczący 110 miejsc parlament białoruski za rządów Łukaszenki składa się przede wszystkim z kandydatów „niezależnych”, niewielu z nich ma związki z partiami politycznymi. Jako posłowie rzadko wykazują inicjatywę. Wysoka frekwencja posłuży zapewne prezydentowi Łukaszence do zaprezentowania wyborów jako sukcesu.

Jednak zachodni obserwatorzy twierdzą od 1995 roku, że wybory na Białorusi nie spełniają standardów demokratycznych, nie są wolne i sprawiedliwe. OBWE wysłała na Białoruś 330 obserwatorów i dzisiaj mają się oni wypowiedzieć na temat ich przebiegu.

„Nie robimy wyborów dla Zachodu.”

Aleksander Łukaszenka, pytany o możliwość nieuznania przez zachód wyników głosowania, odparł – „Nie robimy wyborów dla Zachodu.”.

Stosunki reżimu Łukaszenki ze Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską nigdy nie były dobre, a jeszcze się pogorszyły po wyborach prezydenckich w grudniu 2010 roku, podczas których został ponownie wybrany na najwyższy urząd w państwie. Doszło wówczas do masowych protestów, aresztowano wielu oponentów dyktatora. Niektórzy z nich emigrowali.

Biełsat/IAR/Biełapan

WWW.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze